Dziennik - ‘pieskie życie’

września 05

Parę dni temu wróciliśmy z Toskanii. Bambo nadzwyczaj dobrze zniósł trudy podróży i cieszył się każdym nowym miejscem, w którym mógł poszaleć. W Poczdamie nie było upału, więc Zespół Ogrodowo-Parkowy Sanssouci zwiedzaliśmy wspólnie. Do Monachium przyjechaliśmy późnym wieczorem i pobyt tam ograniczyliśmy do hotelowego baru. Do Toskanii przyjechaliśmy około 19,00 i dzięki temu ominął nas jeden dzień upału :) Kamienny dom z XIII wieku, wybudowany przez Franciszkanów wyglądał wspaniale. Po dopłaceniu 300 euro zmieniliśmy wykupiony apartament na parterowy dwukrotnie większy. Okna jadalni wychodziły na taras, z którego rozciągał się cudowny widok na gaje oliwne i poniżej znajdujące się miasteczka. Do najbliższego mieliśmy 4,5km. Słońce pojawiało się dokładnie o 8,00 i aby uniknąć upałów rozpoczynaliśmy dzień od porannego spaceru o godzinie 7:30 przechadzając się po tarasach, na których w jednym lub  w dwóch rzędach rosły drzewa oliwkowe. W trawie pokrytej rosą znaleźć można było świeże ślady dzikiej zwierzyny co czyniło te nasze poranne wypady jeszcze bardziej ekscytującymi. Widoki zapierały dech w piersiach i każdego ranka z niesłabnącym zachwytem obserwowałam słońce wdzierające się w dolinę, które w przeciągu zaledwie kilku minut rozgrzewało powietrze do nieprzyzwoicie wysokiej temperatury. Wtedy spacer dobiegał końca i poprzez mały strumyczek, gdzie każdorazowo Bambo gasił pragnienie, wracaliśmy do domku na śniadanie. W Galerii umieściłam parę zdjęć z Toskanii. W drodze powrotnej po przekroczeniu granicy z Austrią pogoda zmieniła się diametralnie a temperatura spadła o prawie 20C. W Salzburgu, mieście urodzin Mozarta, było już tylko 12C, zapewne ku uciesze Bamba, a w Dreźnie jeszcze o stopień mniej. Oba miasta wspaniałe, choć mnie osobiście urzekło Drezno a szczególnie Promenada Łaby. W obu miastach mieszkaliśmy w samym centrum “Starówek” i jedynym mankamentem był brak w pobliżu zielonych zakątków, gdzie Bambo mógłby spokojnie się załatwić.

sierpnia 17

Upały dają się nam we znaki. mamy jednak wprawkę przed wyjazdem do Toskanii. Gorzej nie powinno być :) W czwartek o świcie wyruszamy do Włoch przez Poczdam i Monachium. Oczywiście zatrzymujemy się tylko w hotelach akceptujących psiaki. Wczoraj zakończyliśmy kurację wzmacniającą echinaceą, tym samym w zapomnienie poszly ostatnie choroby gardła. Wygląda, że zdrówko mu dopisuje i mam nadzieję, że tak będzie przez minimum najbliższe 2 tygodnie. To będą pierwsze najprawdziwsze wczasy Bamba.

sierpnia 06

Dziś po raz pierwszy Bambo zachowywał się normalnie na spacerze porannym. Ciągnął na smyczy i spieszył do lasu, by sprawdzić, czy nie kręci sie w pobliżu jakiś dziki dzik :) . Nie wiem czy to zasługa echinacei, którą zaczęłam podawać kilka dni temu w akcie desperacji, czy też życzliwych myśli pani Kasi. W końcowym efekcie jednak Bambuś wydaje się wracać do zdrowia po przeszło 20 dniowym przeziębieniu. Bardzo się już niepokoiłam jego wątłym stanem zdrowia, gdyż wyjazd do Toskanii przybliżał się w szybkim tempie i nie mogłam sobie wyobrazić takiej podróży z chorym psem. Zaczęłam poważnie rozważać pozostawienie go w Polsce pod opieką Kamila, choć byłoby to wielkim kosztem mego synka, który musiałby zrezygnować z wielu przyjemności by zaopiekować się Bambusiem. Na całe szczęście problem wydaje się zażegnany. A my do podróży jesteśmy dobrze przygotowani. Przyciemniłam na maxa szyby w samochodzie, by Bambulowi nie świeciło słońce. Zakupiłam olbrzymi materac w rozmiarze XL o właściwościach chłodzących. Pożyczam bagażnik dachowy, by całość bagaży upchać poza samochodem, by Bambul miał dużo swobody i mnóstwo przestrzeni do oddychania. Biorę też spory wentylator ze sobą, jeśli w Toskanii byłoby w domu za gorącą. Cały wypad przygotowany jest pod jego kątem i mam nadzieję, że spędzimy go wspaniale, rozkoszując się widokami gajów oliwnych i winnic.

lipca 28

Pojechaliśmy wczoraj do dr Kończaka, bo stan Bamba w oczach się pogarszał. Spał przez cały dzień. Nie chciał wyjść na spacer, a jak już wyszedł przejście 50 m zajęło nam 15 minut. Może odwlekałabym wizytę, gdyby nie fakt, że znów zrobił galaretowatą kupę. Nie było na co dłużej czekać i bardzo się cieszę, że nie czekałam do dzisiaj. Wet stwierdził bardzo powiększone węzły chłonne i zaplikował kolejny antybiotyk i inne syropki. Pocieszył mnie też, że w jego mniemaniu przyczyną przeziebienia nie były codzienne kąpiele w zimnej wodzie a klimatyzacja w samochodzie. Faktycznie w drodze powrotnej z ostatnich kajaków było tak niemiłosiernie gorąco-około 35C, że puściłam zimną klimę w nogi i tam posadziłam Bambula, który wreszcie mógł normalnie oddychać. I wtedy go najprawdopodobniej załatwiłam.  Dziś było już lepiej. Zjadł chętnie śniadanko i pewnie po wieczornym zastrzyku będzie już w całkiem dobrej formie. Na razie antybiotyk podajemy do piątku, a wtedy się okaże co dalej.

lipca 27

Nie wiem co się dzieje. Było już całkiem dobrze a dziś rano Bambo znów wstał bez życia a po powrocie z porannego spaceru zamiast skierować się do kuchni na śniadanko to usiadł smutnie na środku korytarza. Posiedział tak parę minut nie zwracając najmniejszej uwagi na moje namowy by coś przegryzł, po czym sprawiając wrażenie mocno przygnębionego poszedł do pokoju i położył się na swoim legowisku. Przez ostatnie dwa dni nawet brykał i uśmiechał się często a apetyt mu dopisywał wilczy. Poza pierwszym dniem choroby nie miał biegunki a kupa wygląda zupełnie zdrowo. Przynajmniej tak było do wczorajszego popołudnia. Jestem bardzo zmartwiona. Mam nadzieję, że to było chwilowe niedomaganie nie związane z ostatnimi wydarzeniami.

lipca 21

Bambo przespał całą noc leżąc na swoim posłanku. Nie słyszałam aby wstawał choć na chwilę. Na spacerze szedł powolutku, choć miał ze dwa razy lekki zryw i nawet mnie wyprzedził. Ale po powrocie nie podszedł do miski w poszukiwaniu jedzenia, tylko skierował się do pokoju i położył na legowisku. Zgodnie z zaleceniami weta nawet nie próbowałam go nakarmić, choć myślę, że i tak nie dałby się namówić.

Po pracy przywitała mnie Czarna Mordka a chuda dupka kręciła się z życiem w okół moich nóg. Na spacerze już się tak nie ociągał a czasem nawet podbiegał kawałeczek. Chyba powolutku zdrowieje. Wet podał mu ponownie leki i mamy pojawić się w piątek i w niedzielę. Mogłam mu też podać  troszkę jedzenia. Jeśli wszystko będzie w porządku jutro zje całe śniadanko.

lipca 20

Noc przeszła w miarę spokojnie. Tylko raz sie obudził i wymiotował śliną, ale zaraz potem wrócił na legowisko i spał obok mnie do rana. Na porannym spacerze znów człapał bez werwy. Pierwsza kupa była luźna, ale druga, którą zrobił w drodze powrotnej była rzadka. Do jedzenia dodałam znów nifuroksazyd, ale nawet do niego nie podszedł. Po powrocie skierował się do dużego pokoju i położył na swoim posłanku. To całkiem nietypowe zachowanie. Próbowałam go namówić choćby na troszkę jedzenia, na tę część, w której umieściłam lekarstwa, ale nie było mowy nawet o tym by zechciał je powąchać a co dopiero zjeść. Zmartwiłam się, gdyż nie mam innej możliwości podania Bambowi leków. Wciskane do pyska w jakiejkolwiek by postaci nie były zawsze zostaną zwrócone. Najgorsze jest to, że musiałam iść do pracy i zostawić Bamba samego w nienajlepszej kondycji. Wychodząć usłyszałam jeszcze, że znów dzieje się coś w jego jelitach, gdyż niesamowicie głośne dźwięki raz po raz dolatywały do mnie podczas szykowania się do pracy.

Po powrocie do domu zastałam Bamba leżącego na legowisku. Po za ruchem powiek, które świadczyły o tym, że zauważył moje przyjście nawet nie drgnął. Dolne powieki nieco mu opadły przypomnając oczy anglika. Ubrałam mu szelki i podniosłam by zechciał wyjść na dwór. Szedł powoli lejącym się ruchem. Głowa zwisała nisko. Wysiusiał się na dworze kilka razy i wróciliśmy do domu. Pokonanie trasy zajęło nam wielokrotnie dłużej niż normalnie. Nie mogłam dłużej czekać. Pojechałam do weta w pobliżu. Tak jak się spodziewałam niewiele więcej ode mnie wiedział. Podał jednak antybiotyk i leki przeciwzapalne oraz witaminę C. Na pytanie co mu dolega powiedział, że albo przeziębienie albo zatrucie. Mamy przyjść jutro również. Na wszelki wypadek ma nie jeść do jutrzejszej wizyty, gdyby to jednak było zatrucie. W piątek wraca nasz doktor. Jeżeli więc nie będzie lepiej pojadę do niego. Zauważyłam też dzisiaj, że na prawej łopatce zrobił mu się chyba czyrak. Wcześniej był tam ślad po zębie Afry. Widocznie podszedł ropą. Pokażę to również wetowi. Na razie smaruję to oxycortem i bactrobanem na przemian.

lipca 19

Noc przeszła bez problemów. Właściwie caluśką przespał spokojnie. Na porannym spacerze zrobił luźną kupę i trudno by ją było nazwać biegunką. Poruszał się jednak ociężale. Nóżka za nóżką - bardzo ospale. Śniadanko zjadł jednak chętnie. Na popołudniowym spacerze nawet biegał troszkę i wyglądał jakby zdrowiał. Może jednak się czymś struł. Znów kupa raczej luźna niż rzadka. Około 19:30 zauważyłam, że nie ma Bamba przy mnie. Rozejrzałam się w jego poszukiwaniu po mieszkaniu i znalazłam go pod drzwiami wyjściowymi, w które się wpatrywał. Ucieszył się kiedy go zobaczyłam. Zapytałam go czy chce wyjść na dwór. Za potaknięcie uznałam ruch, który wykonał pod drzwiami, a mianowicie podszedł do mnie i zaraz zawrócił pod drzwi. Oj biedaczku! - pomyślałam. Dlaczego nie szczekałeś? Przecież szybciej bym z Tobą wyszła. Domyśliłam się, że chce wyjść na dwór. Wyszliśmy i okazało się, że ma biegunkę. Po powrocie podałam mu nifuroksazyd. Zawsze mu pomagał i mam nadzieję, że tym razem również zda egzamin. Na wieczornym spacerze już się nie załatwiał, więc chyba w nocy nie powinno być problemów. Popołudniowe jedzonko zjadł również chętnie i nie zwrócił go.

lipca 18

Wczoraj Bambo zwrócił wszystkie posiłki. Dorobiłam mu nawet jeden, aby nie schudł biedaczek, ale i ten po godzinie wylądował na podłodze. Wymiociny pachniały świeżym jedzonkiem i nie można było w nich wyczuć żadnego nieprzyjemnego czy kwaśnego typowego dla wymiocin zapachu. Humorek mu jednak dopisywał. Najgorsze zaczęło się w nocy. Wymiotował wielokrotnie a od drugiej połowy nocy już samą żółcią. Wymiotom towarzyszyły tak silne torsje, że nad ranem nie mógł utrzymać się na nóżkach. Skończyły się dziś o 10 rano. Poza tym strasznie głośno pracowały mu jelita. Piski i poburkiwania, szumy i inne dziwne dźwięki dobiegały z jego brzucha. Był tak zmęczony, że cały dzień spał. Wieczorem dałam mu dwie łyżki jedzenia, które zjadł i nie zwrócił. Przez cały dzień też wyczekiwalam biegunki, ale sie nie wypróżnił w ogóle. Zastanawiam się, czy zjadł cos w sobotę biegając luzem u taty w ogródku? Może jakąś trutkę, choć tata twierdzi, że takowej nigdzie nie wykładał. Może zjadł kupę jakiegoś chorego kota? A może się przeziębił chłodnymi kąpielami w ostatnie upalne dni? Nie wiem. Mam nadzieję, że wszystko minie. Martwi mnie też fakt, że nasz wet jest na urlopie do piątku a nie ufam już innym lekarzom, tym bardziej, że Bamba objawy moga być związane z jego chorobą a wiedza o niej może rzutować na jego leczenie.

lipca 17

W Galerii w folderze VI’2010 umieściłam zdjęcia Bamba ze spływu Czarną Hańczą.