Dziennik - ‘wizyty u weta’

czerwca 26

Choć trudno w to uwierzyć, ale Bambo ma ostre objawy ze strony kręgosłupa. Diagnoza: Discospondylitis Th -I. Ból musiał być straszny, gdyż od 19:00 do 2 nad ranem pies charczał, dyszał i stał w kącie z nisko zwieszoną głową. Stracił apetyt. A o 16:00 dzisiejszego popołudnia podwinął łapy pod siebie, położył głowę na podłodze a tylne łapy pozostawił w pozycji stojącej wyprostowanej. I w takiej pozycji przestał, czy też przeleżał, bo trudno znaleźć określenie na tę pozycję, gdy tył stoi a przód leży, około godziny.  Pech straszny, że samochód mam od kilku dni w naprawie, więc aby pojechać do naszego weta musiałam prosić bratową o pomoc w transporcie, gdyż w jedną stronę to 37 km i na dodatek w strasznych zapowiadających weekend korkach.  Przyjechała bez słowa, choć sam dojazd do mnie zabrał jej godzinę, za co jestem jej naprawdę wdzięczna. Taksówka kosztowałaby mnie majątek. Sam fakt, że Bamba obejrzał fachowiec mocno mnie uspokoił, bo znów trudno było mi powstrzymać łzy. Bambo został szczegółowo przebadany. Ma głębokie czucie we wszystkich łapach, więc nie ma chyba ucisku na rdzeń kręgowy. Dostał metacam i cocarboksylasum w zastrzyku. Będę je powtarzać przez weekend, a w poniedziałek ponowna wizyta. Bambo ma nie wchodzić ani schodzić nawet z pojedynczych schodów. Spacery tylko po płaskim i do tego miękkim podłożu bardzo krótkie. A w domu ma nie chodzic po śliskim, choć nie da się tego zrobić, bo mam parkiet i panele i nawet obłożenie całej powierzchni kocami nic nie da, bo będzie i tak się ślizgał. Muszę pilnować aby nie wskakiwał na fotele i łóżko i oczywiście jak już na nich będzie, aby nie zeskakiwał. Sprawa nie jest taka prosta, bo kiedy przed zastrzykami trzeba było go wnosić, bo już od kilku dni nie chciał sam wskakiwać, tylko prosił by go podsadzać, tak zastrzyk go na tyle znieczulił, że wskakuje i zeskakuje i nie mogę nadążyć aby go powstrzymać za każdym razem kiedy tylko tego spróbuje. Muszę stale przy nim być, a kiedy wychodzę do innego pomieszczenia powinnam chyba zabierać go ze sobą aby mieć na niego oko. Mam też podnosząc go nie podtrzymywać tyłeczka a chwytać w taki sposób by łapy tylne swobodnie zwisały.

Jest mi tak smutno :(

Brat powiedział dziś bratowej, w żartach oczywiście, że chyba pomysł bym ja pojechała wybrać mu szczeniaczka nie jest najlepszym pomysłem. I coś w tym jest!

stycznia 29

Po południu pojechaliśmy do naszego weta na kontrolę.  Ależ było tam psów! Od dawna nie czekaliśmy tak długo. Bambo oczywiście rzucał się na wszystkie psy i suki, które patrzyły na niego spod oka i warczały, tak, że musiałam go bardzo krótko trzymać i było to mocno uciążliwe. na dworze było z kolei zbyt zimno by przeczekać na swoją kolej. To smutne, że Bambo zmienił swój charakter na taką zadziorę. Ale to ponoć rodzinne :) . Spotkałam kiedyś kobietę z suką z tej samej rodziny i jest jeszcze gorsza. Jej siostra śmiała się, że po zachowaniu Bamba można domyslić się czyim jest synalkiem. Na całe szczęście nie ma w nim agresji w stosunku do ludzi - no, z małym wyjątkiem. Bambo przestał lubić naszego Weta i za każdym razem próbuje go ugryźć. Ale poza tym to najsłodszy piesek jakiego znam :) . Następną wizytę mamy za pół roku. Nie mogłam uwierzyć, kiedy to usłyszałam. Wydawało mi się, że mieszkam wprost u weta, tak często tam bywałam, a tu pół roku..całe długie sześć miesięcy. Super. Bambo dostaje leki i na razie jest stabilny - stabilne 3-5 wymiotów dziennie :) . Na całe szczęście wszystkie są na spacerze, na który idziemy po pracy i jest to przed drugim posiłkiem, tak więc zwraca tylko resztki z niestrawionego śniadanka. Nie jest tego na tyle dużo by tracił na wadze. Za to jestem już rozpoznawalna w swojej klatce. Sąsziedzi nawet jeśli nie widzą w mojej ręce papieru, to kiedy mnie mijają a ja schodzę bez kurtki na dół witają mnie słowami : “dzień dobry…co Bambo znowu narozrabiał?” . Oczywiście chodzi o wymioty, które przytrafiają się zazwyczaj przed windą lub w windzie - jakby nie mógł zaczekać aż dojdziemy do domu :)

grudnia 15

Dziś byliśmy ściągnąć szwy. Blizna pozostała widoczna, ale jest jeszcze świeża i na pewno ulegnie  zmniejszeniu a z pewnością zniknie obrzęk. Przy okazji się zważyliśmy i Bambo waży 13,5 kg. To całkiem przyzwoity wynik.

Wczoraj Bambo został odrobaczony. Próba się powiodła. Wymioty udało się powstrzymać do popołudnia, więc z pewnością leki podane na czczo o 7:00 wchłonęły się w pełni. Ani jednak wczoraj ani dzisiaj nie zauważyłam w kupce robaków. Wygląda na to, że mimo swych kiepskich upodobań zjadania wszystkiego na dworze uchronił się przed zarobaczeniem. Możemy się teraz całować bezkarnie.

grudnia 04

Już żaden dzień nie będzie taki sam jak wcześniej. Trawa pachnieć będzie inaczej, psy nie będą konkurencją a suczki nie będą już takie jak dawniej. Świat całkowicie zmieni oblicze :)

Dziś o 18:00 Bambo został wykastrowany. Po 20 minutach od pozostawienia Bamba w lecznicy dr Jurek zadzwonił do mnie, by powiadomić, iż Bambo stał się lżejszy o dwa jajka. Mogłam go odebrać za 40 minut. Muszę przyznać, że przestraszyłam się, kiedy zadzwonił telefon a na wyświetlaczu dostrzegłam, że dzwoni wet. Przez chwilę czułam, że miekną mi nogi a oddychanie staje się trudniejsze. Szybko jednak okazało sie, że wszystko jest ok a on, wiedząc, jak bardzo się Bambem przejmuję, zadzwonił tylko po to by mnie uspokoić.  Gdy go odebrałam Bambo ciężko oddychał i był jeszcze jakby zaspany. Wet omówił ze mną zabieg i pielęgnację na najbliższe dni. Jutro musimy znów do niego przyjechać na kontrolę, antybiotyk i może jakieś przeciwbólowe leki.

Po powrocie ledwo chodził. Zabrałam go na tapczan i przytuliłam. Nadal ciężko oddychał a po jakimś czasie zaczął drżeć na całym ciałku. Moszna wypełniła się płynem i zgodnie ze wskazówkami weta przyłożyłam mu lód do drinków. W ten sposób udało mi się schładzać ją do około 23:00 a w przerwie zniosłam go na dwór na siusiu.

listopada 25

Byliśmy dziś u weta na kontroli. Omówiliśmy dalsze leczenie Bamba. Tak jak wcześniej wspominałam lekarze z Brna nie są już tak pewni, że to co operowali to na pewno był jedyny powód Bambowego wymiotowania i na pytanie dr Kończaka czy podtrzymują decyzję o ponownej operacji tak odpowiadają:

thank you for your e-mail. Unfortunatelly I can not give you any wonderfull suggestion. The Prognosis is poor. Pyloric hypertrophy could be consequence of other disease and nobody knows which one… You can try give him hypoalergenic food (hydrolised diet or home made from exotic meat and prednisolon (the primary disease could by hypersensitivity) and in case of no improovement I suggest phenobarbital 2,5 mg/kg BID (a type of epilepsy could have vomiting as only one sign) - you have to wait 4 weeks, until the blood level of pheno is stable.

Bambo zwymiotował dziś 7 razy. Pierwszy raz o 7:00 jeszcze przed porannym spacerem i śniadniem. Zwrócił sporą część wczorajszego obiadu z 16:30. Jedzonko było tylko lekko nadtrawione. Potem dwukrotnie zwymiotował na spacerze o 16:00, tym razem śniadankiem: raz, bo przestraszył się przelatującego szeleszczącego woreczka, a drugi raz buldoga amerykańskiego, który zaatakował go przez płot. Później kolejny raz w domu, kiedy suczka sąsiadów ogonem zapukała do naszych drzwi. Kolejne dwa w samochodzie w drodze do weterynarza i jeden po powrocie.Jestem znów przygnębiona. A już tak się cieszyłam.

Umówilismy się na 4 grudnia na kastrację. Jutro odrobaczę Bamba.

października 14

Byliśmy dziś z wizytą kontrolną u weta. I wróciliśmy w doskonałych humorach. Bambo strasznie wściekł się na pewną suczkę berneńczyka a ona również wyglądała jakby chciała go ugryźć. Bambo najeżony w postawie agresywnego psa próbował do niej doskoczyć. Musieliśmy opuścić poczekalnie chcąc chronić bambowe jedzonko. Wychodząc byłam pewna, że zaraz się go pozbędziemy, ale uwaga! Bambo nie zwrócił. Po raz pierwszy po takim rzucie emocji nie zwymiotował. Jestem szczęśliwa. A warkot był tak głośny, że wet wychylił się zza drzwi by sprawdzić co się dzieje. Powiedziałam mu, że nie wiem czy psycholog psi jest z niego dobry czy nie, ale mi pomógł :) . Uśmiał się. Ale faktycznie po ostatniej wizycie przestałam się tak przejmować Bamba wymiotowaniem do tego stopnia, że czasem nie pamiętam kiedy i ile razy i czym zwymiotował. Kiedyś tylko tym żyłam. Czasem myślałam, że od tego zwariuję. Teraz jednak Bambo szaleje a ja cieszę się tym razem z nim. Mamy dobrze ustawione leki i pory posiłków, które nie kolidują z porami spacerów. Rozmawiałam z nim o tym, że nie mam co  zrobić z nim przez okres 2-3 dni, bo nikt, kto by wchodził w rachubę nie chce go wziąć. Powiedział, że wystarczy, żeby ktoś przyszedł go nakarmić i wyprowadzić i, że nic mu się nie stanie kiedy zostanie trochę sam. Nie bardzo to do mnie przemawia i nadal rozglądam się za innym rozwiązaniem.

A tak w ogóle to Bambo zaczyna agresywnie odnosić się do innych psów, szczególnie atakując te, które jednym kłapnięciem mogłyby go zabić. A taki był z niego grzeczny piesek. Teraz jak ktoś na ulicy pyta, czy nie ugryzie jego psa nie mogę już w ciemno odpowiadać z uśmiechem na ustach :Bambo? Nieee… On tylko tak wygląda… to bardzo przyjacielski piesek. Nie skrzywdziłby muchy  :P . Dziś zrobiłam to po raz ostatni, kiedy pan z rodezjanem odsuwając się od nas pytał, czy Bambo nie pogryzie jego psa. I kiedy kończyłam swą frazę Bambo rzucił się na jego dużego pupila. Dobrze, że pies nie był typowym przedstawicielem tej rasy. Przeprosiłam zawstydzona i skarciłam Bamba. Nie wyglądał jednak abym wzbudziła w nim poczucie winy. Stał dumny i pewny siebie…nadęty jak indyk…zupełnie jakby nigdy nie zajrzał do lustra :)

września 30

Byliśmy dziś na kontrolnej wizycie u weta. Bambowi na szwie zrobiła się bańka wypełniona brązową cieczą. Od czwartku przykładałm rivanol w żelu co dwukrotnie ją zmniejszyło, jednak wybrzuszenie pozostało. Wet przekłuł je i wycisnął płyn. Ponoć jest to efekt rozpuszczania się szwów wewnętrznych i gdyby bańka znów się powiększyła powinnam ją przekłuć. Po tym zabiegu Bambo agresywnie reagował na weta. Wyraźnie chciał go ugryźć i to kilka razy. Czasem ma takie zachowania, że aż mnie zadziwia. Ostatnio rzucił się na  olbrzymiego kundla, który jednym kłapnięciem pozbawiłby Bamba życia. Zupełnie brak mu wyczucia sytuacji. Poza tym zaszczepiliśmy go przeciw nosówce i innym chorobom i od razu przeciw wściekliźnie. Chciałam go jeszcze odrobaczyć, ale w związku z jego chorobą wet odradził. Leki te bowiem dość mocno podrażniają żołądek a Bambusiowy jest bardzo słaby. Ustaliliśmy też, że aby Bambo się odstresował mam mu pozwolić na szaleństwa, zabawy z innymi psami i bieganie po lesie. Muszę przestrzegać tylko jednej zasady aby to wszystko działo się po 3 godzinach od zjedzenia posiłku. I nawet jeśli będzie zwracał wielokrotnie a nie będzie widocznego ubytku wagi to mam na to wszystko pozwolić i przestać go chronić. Pozostawiliśmy Gasprid i omeprazol na stałe w jego menu. Wet napisze do Jana Beranka w celu uzyskania informacji o metodzie cięcia, którą zastosowali weci z kliniki w Brnie. Te informacje będą mu potrzebne przy kolejnej operacji Bamba. Jednak wg niego powinna się ona odbyć nie wcześniej niż za pół roku.

września 04

Byliśmy dzisiaj ściagnąć szwy. Bambo był bardzo grzeczny i obyło się bez leków uspokajających. Wet w minutę ściągnął wszystkie szwy. Opowiedziałam mu jak było w Brnie i pokazałam dokumentację medyczną. Uznał, że na trzech zastrzykach Cereni poprzestaniemy, ale omeprazol w dużej dawce mam podawać do 16 września i zobaczymy jaki odniesie skutek. Potwierdził też, że jeśli wymioty nie skończą się podejmie się Bamba operacji. Przedtem jednak skontaktuje się z dr Berankiem by zaznajomić się z metodami cięć odźwiernika, które on zastosował wcześniej. Nadal jednak mam nadzieję, że któregoś dnia wszystkie dolegliwości w końcu ustąpią i do drugiej operacji nie dojdzie.

sierpnia 27

Wróciliśmy wczoraj z Brna. Bambo był operowany 25 sierpnia. Badania wykonane w Klinice Jaggy stwierdziły, iż przyczyną rozszerzenia wpustu żoładka i przełyku jest wada odźwiernika. Odźwiernik jest przerośniety fałdami skóry i prawie się nie otwierał nie przepuszczając jedzenia znajdującego się w żołądku dalej. Mogą być tylko dwie przyczyny takiej choroby: nowotwór, który lekarz wykluczał, choć dla bezpieczeństwa pobrał 3 próbki do badania histopatologicznego, którego wynik prześle nam po 3 września, druga przyczyna to wada genetyczna i wg niego to właściwe określenia dla Bambowego przypadku. Operacja polegała na powycinaniu skóry, tak by powiększyć nieco przepływ karmy z żołądka dalej. Nie ma niestety gwarancji, że to Bambowi pomoże. Z danych statystycznych wynika, że w 80% przypadków taka operacja pomaga przez kilka lat w zatrzymaniu wymiotów. Najdłuższy przypadek jaki mieli to 5 lat. W pozostałych przypadkach nie daje rezultatów wcale. I wtedy dr Hanzlicek rekomendowałby powtórne cięcie. Staram się wierzyć, że Bambo jest w tej pierwszej grupie. W tej chwili ma rozcięte pół brzucha, ale czuje się dobrze. Co prawda wymiotuje jak przedtem, ale może to kwestia jeszcze kilku tygodni aby wszystko się wygoiło. Dziś zrobił pierwszą kupę i wyglądała ok. Nigdy też Bambo nie będzie mógł jeść normalnie. Przez całe życie jedzenie suche muszę namaczać, nawet gdyby się okazało, że operacja przyniosła oczekiwane skutki. Nie będzie też mógł jeść kości ani innych ciasteczek(najwyżej małe okruszki) gdyż odźwiernik nigdy nie będzie normalnie funkcjonował. Przez dziesięc dni mam podawać Famosan 10 mg i karmić jak przed operacją, tj. pięć razy dziennie w papkowatej konsystencji. Potem przez kolejne dwa tygodnie mogę przejść na trzy razy dziennie, a po miesiącu mogę spróbować przestać mielić jedzenie i zacząć podawać dwa razy dziennie, o ile oczywiście ustaną wymioty. Powiedział też, że Bambo nie powinien mieć szczeniąt, gdyż jego choroba jest chorobą dziedziczną, którą dziedziczyć mogą dzieci i wnuki nie koniecznie w tej samej postaci, ale w postaci wad przewodu pokarmowego. Powiedział też, że Bambo ma przydługie podniebienie, ale sama ta wada, która typowa jest zresztą dla psów krótkopyskich nie powinna dawać dodatkowych objawów, i że on by tego nie operował. Operację przeprowadzał dr Jan Beranek, ale prowadzącym był dr David Hanzlicek i to z nim mieliśmy osobisty kontakt. Wczoraj przysłał mi też wypis z opisem Bamba stanu oraz przebiegiem operacji jak i rekomendacjami na przyszłość,który zamieszczam poniżej:

Komárovská 5617 00 BrnoCzech republictel.: +420 5 - 45 23 40 35fax.: +420 5 - 45 23 44 06

e-mail:klinika@jaggy.cz

Medical Report 

Patient: French Bulldoge, ♂, 1 y., Bambo, 13 kg.

Owner: Hoffman AnnaMagdalena,  803 36,

Gdaňsk

 Refering vet:

History: Since 4 month of age vomiting. Continual worsening. After feeding of mushy feed improvement.

Physical examination: T: 38,4, Puls 82/min., breathing 20/min..Dog is in good body condition. Without physical abnormalities.

Gastroduodenoscopy: esophagus normal, in the stomach no gross abnormalitis, in the pyloric part there are enlarged fold completely covering the pyloric canal. Entrance to the duodenum successful after several attempts. Duodenum normal. From the wall of the pylorus taken 3 biopsy-samples. Cytology (imprint of the sample): no sings of malignancy. Normal cytologic population.

Histology: results will be sent later (est. 3.9.08) 

Diagnosis: pyloric stenosis with delayed gastric emptying– susp. chronic hypertrophic pyloric gastropathy (CHPG). Prognosis: dubious (there is risk of recidives) After endoscopy we performed pyloroplasty with submucosal resection. The anesthesia and surgical procedure was without any complication.

Recommendation:-          famotidine 10 mg once a day-          feeding 5x per day small portions of  wet granules for 2 – 4 weeks, then 3x per day and after at least 2 next weeks twice in day.-          to prevent possible recurrences we recommend to feed no big dry or hard food (bones etc.) for whole life   Remark: CHPG is mostly a congenital disease with genetic predispositions in some breeds including French Bulldogge. From this reason we do not recommend breeding with affected dogs. To exclude cancer disease of the pyloric part of stomach we sent a tissue sample to  Best regards, David Hanzlíček, DVM

Brno 25th August 2008

 Mam też zdjęcie Bambowego odźwiernika jak i samego Bamba, ale muszę zaczekać na Kamila, aby pomógł mi to wszystko zamieścić w galerii. Koszt całego wyjazdu nie przekroczył pięciu tysięcy złotych. Za samą operację zapłaciliśmy osiemset dziesięć euro, choć pierwotnie dostałam kalkulację na tysiąc sto euro. Jednak kiedy się okazało, że to odźwiernik, i że Bambo nie będzie potrzebował dłuższej hospitalizacji cena spadła. Wysłałam też wyniki naszemu vetowi i za 8 dni pojadę do niego ściagnąć szwy. Na razie Bambo dużo śpi i nie odpuszcza mnie na krok. Strasznym musiało być przeżyciem dla niego to, kiedy zostawiłam go samego w klinice. Teraz nie chce zostać nawet na chwilę sam w pokoju. Trasę zniósł nadzwyczaj dzielnie. Nie spodziewałam się, że pójdzie nam to tak zgrabnie. W jedną i drugą stronę spał grzecznie przez całe 13 godzin. Zrobiliśmy jakieś cztery przerwy na siusiu i to wszystko. Naprawdę jestem z niego dumna. Nic innego mi teraz nie pozostaje jak trzymać kciuki za powrót Bamba do noramalności.

maja 12

Widocznie się nie zrozumieliśmy. Wet będzie konsultował przypadek Bamba w tym tygodniu. Następną wizytę mamy przed kolejnym długim weekendem 21 maja. Wtedy ustalimy co z ewentualną operacją. On jest nadal przeciw, ale pod wpływem moich desperackich nalegań będzie w tej kwestii działać. Jak na razie plan jest taki. Pozostajemy przy tych samych lekach co wcześniej, z tym,  że encorton zamiast co 12 to co 48 h. Drugą serię polstigminy zaczniemy od 22 maja, prawdopodobnie przez kolejne 20 dni. Gdyby Bambo zaczął wymiotować w znacznych ilościach mam natychmiast się z nim skontaktować.

Poza tym na prawym policzku pojawiły się dwa duże zaczerwienione guzki a może i pryszcze. Wet obejrzał, podusił i uznał, że to bakteryjne(gronkowcowe) zapalenie skóry, że może się gdzieś zakłuł. Choć to wg mnie mało prawdopodobne, bo mimo, iż wet dawno pozwolił Bambowi na bieganie po lesie ja i tak do dziś nie spuściłam go ze smyczy jeszcze ani razu, więc nie bardzo miał się gdzie zakłuć. Kilka razy próbował targać gałąź i to jedyny moment kiedy mógłby naruszyć policzek. Osobiście przekonana byłam, że to uboczne działanie jakiegoś leku – taki alergiczny odczyn. Nawet przez jeden dzień posmarowałam to fenistilem, ale bez żadnych efektów, więc zaczęłam oxycortem może minimalnie zaczęło blednąć. Teraz dostał mupirox i zobaczymy jak szybko nam to zniknie.

Dziś Bambo skończył 11 m-cy, ale nie było czasu by to świętować. Trójmiasto od 16:00 tonęło w korkach i jazda do weta zajęła nam ponad 90 minut. Jak zwykle tłum pacjentów i Bambo, jako jeden z nielicznych  skory do zabawy. Zdecydowana większość z podkulonymi ogonami gotowa aby czmychnąć przy pierwszej nadarzającej się okazji. W kolejce spędziliśmy 2 godziny i do domu zjechaliśmy około 21:30. Jak widać nie było miejsca na świętowanie. No, chyba, żeby kapsułki gammolenu, które Bambo uwielbia rozgryzać a które dostał przed snem uznać za takowe J