Pierwsza wspólna i tak długo oczekiwana przeze mnie noc. Bambo jednak nie wtulał głowy w moja szyję jak to robił do dnia rozstania. Spał obok ale się nie tulił. Trudno. Trzeba odpokutować teraz to porzucenie. Mam 14 dni zwolnienia. Na dworze jest słonecznie i bezwietrznie. Postanawiam zabrać Bamba na plażę. Mimo, iż mieszkamy niedaleko będzie to jego pierwsza wizyta nad brzegiem morza. Pierwsze wrażenie raczej śmieszne. Podekscytowany zaczyna gryźć piasek. Nieźle się przeczyści. Podchodzimy do brzegu ,ale mimo, iż w domu nie boi się wody tu do niej nie chce wejść. Spacerujemy w jedną stronę brzegiem by wrócić nadmorskim laskiem( nie mam siły wracać po piachu). Po powrocie Bambo nie spuszcza ze mnie wzroku i stale ładuje mi się na kolana.
Dziennik - październik, 2007
Wyszłam dzisiaj ze szpitala. Nie mogę doczekać się spotkania z Bambem. Wreszcie ta upragniona chwila nadchodzi. Bambo sie cieszy, skubie za nos, wierci dupką…ale po chwili odchodzi by przypomnieć sobie swoje mieszkanko. Czy takiego powitania się spodziewałam? Nie. Jest mi troszkę przykro. Myślałam, że jego radość będzie trwała w nieskończoność a była znacznie krótsza niż ta, którą mnie obdarowywał, kiedy po spędzonych samotnie 9 godzinach wracałam z pracy. Widocznie u Gosi było mu bardzo dobrze. To też jednak jakieś pocieszenie. W końcu się strasznie o to martwiłam podczas tych 10 dni naszej rozłąki.
Gosia powiedziała, że nie wiedziała, że na ziemi jest tyle fajnych rzeczy do wsadzenia do mordki. Spacery z Bambem jej to uzmysłowiły. Niedługo wracam do domu…do Bamba.
Chcę do domu. Chcę wtulić się w to miękkie futerko. Wiem, że Bambowi jest dobrze u Gosi. Dostaje frykasy i tuli się do niej. Mimo wszystko martwię się o niego.
Zbliża się północ. Dostaję wiadomość audio a tam 60 sekund głośnego chrapania.
Kocham Bamba. Nikt nie rozumie dlaczego muszę wracać do domu.
Leżę na SOR-ze i myślę o Bambie. Chcę wrócić do domu. Kto sie nim zajmie. Myśli o tym, że sam siedzi w domku nie dają mi spokoju. Chce mi sie płakać. Płaczę. Dzwonił tato, że pojechał do Bamba i go wyprowadził. Jest 19:00. Zostawiłam go o 11:30 samiutkiego i obiecałam, że zaraz wrócę. Za oknem jest ciemno. Boli mnie brzuch. Dowiedziałam się właśnie, że przyjęli mnie na oddział chirurgii. Płaczę. Nie z bólu a ze strachu co będzie z moim psem. Dzwonię do Gosi i proszę aby pojechała do mnie i zabrała Bamba do jutra do siebie. Straszne poczucie winy mną miota wewnątrz. Wymioty na chwilę pozwalają je przytłumić
Ale u nas dziś zimno. Jest 6C a ja zostawiłam Bamba z otwartymi oknami. Zmarznie mu dupeczka dzisiaj. Miejmy nadzieje, że się nieco ociepli za dnia. A nawet się zastanawiałam, czy zostawić okna otwarte, ale kupska jakie wali mój pieseczek tak są aromatyczne, że mogłabym potem nie wywietrzyć mieszkania
A kupa niestety jest prawie zawsze. Jednak 9-10 godzin bez spaceru to zbyt długo. Przestałam nawet na niego krzyczeć. Mówię tylko fuj..co zrobiłeś i na tym konczę.
W weekendy kupom kategorycznie mówimy nie
, ale w dni tygodnia, kiedy jestem w pracy to nie mam sumienia. Bambo je dużo i kupka 5-6 razy dziennie, więc wiem, że niezwykle trudno by mu było wytrzymać od 6:30 do 16:30. Zresztą troszkę trzyma, bo zaraz po wyjściu robi kolejną kupkę. Jedynym rozwiązaniem byłoby nie dawać mu jeść przed pracą, ale tego też nie mam sumienia robić. Musimy przetrwać ten okres przejściowy i damy radę 
Bambo wczoraj ssikał się na łóżko mimo, że godzinę wczesniej był na spacerze. Nigdy wczesniej tego nie zrobił i byłam z tego powodu bardzo dumna a tu
. Mam nadzieję, że to w wyniku strasznego szaleństwa jakie odbyło się przy moim współudziale. Tak brykaliśmy, że Bambo szczekał i złościł się, i zaczepiał mnie aktywnie szarpiąc za rękaw swetra. Po 10 minutach takiej zabawy zostawiłam go na łóżku i wyszłam do kuchni a jak wróciłam Bambo właśnie rozpoczynał sikanko 
Ale poranki są piękne. Budzi mnie ciepły wilgotny oddech mordeczki od której dzielą mnie centymetry. Takie poranki powodują, że cały dzień mam radosny. Zaraz po przebudzeniu zmniejszam odległość do milimetra, żeby sprowokować Bamba do przebudzenia i dania mi całusa. Z reguły sie udaje i zaspany gapciowaty całus, a może tylko muśnięcie czy trącenie dociera do mojego policzka lub nosa. Jeśli śpi zbyt mocno to z kolei mój całus ląduje na mięciutkiej chrapce a zaraz potem dolatuje do mnie pomruk zadowolenia. Dzisiaj jednak nie dalej niż 5 cm znalazła sie dupcia a nie mordka..i tak czasem bywa 
Mam też sposób naBambowe chrapanie. Jeśli jest tak głośne, że się budzę to przekładam mu głowę nieco niżej i chrapanie jeśli nie milknie to wycisza się znacznie
Bambo śpi całą noc wtulony we mnie. Uwielbia kłaść łebek na mojej szyji bądź głowie i wszystko jest ok dopóki nie zacznie głośno chrapać mi do ucha. Wtedy się budzę i układam obok siebie, ale melodie do spania ma taką jak ja. W weekendy wychodzę z nim dosłownie na 2 minutki o 7:30 i zaraz wracamy do łóżka i śpimy do kolejnego spaceru…około 2 godzinki.
Nie wyobrażam sobie spania bez Bamba. Rozpatrywałam dzis wariant zakupu większego łózka( to takie myslenie przyszłościowe…na wiosnę chcę nabyć drugiego buldozka). To takie miłe mieć foczkowe futerko przy sobie i ciepły, chrapliwy oddech na twarzy. 