Dziennik - listopad, 2007

listopada 30

Noc cudownie spokojna :)  . Spaliśmy wtuleni w siebie do samego rana bez żadnych niespodzianek. Rano, jak zwykle, ja wstaję pierwsza i ubieram się przygotowując do wyjścia na poranny spacer. W tym czasie Bambo początkowo udaje, że nie widzi i śpi dalej, ale po chwili, gdy ubieram buty zaczyna się przeciągać, wyciągać i turlać po całym naszym łózku ziewając co chwila. Dziś zabrałam go troszkę szybciej przed ukończeniem całego tego rytuału i Bambo natychmiast dostał czkawki zanim doniosłam go do windy. Czkawka była tak intensywna, że bałam się, czym się skończy a spowodowała ją pewnie różnica temperatur pomiędzy ciepłym łóżeczkiem a wychłodzoną klatką. Ale skończyła się jeszcze zanim wyszliśmy na dwór.  Po pierwszym spacerku i posiłku i przygotowaniu się do wyjścia do pracy nastąpił kolejny posiłek, ale już malutki ( 3 łyżki gęstej papki) i kolejny super szybki spacerek na siusiu. Kiedy czasami zbyt długo poleżymy w łóżku i nie wstaniemy zaraz po dzwonku budzika poprzestać musimy na jednym tylko spacerku. Wtedy Bambo wyraźnie okazuje niezadowolenie i nie pozwala mi spokojnie zamknąć drzwi wybiegając na korytarz i nie chcąc dać się zamknąć w domku co raczej się nie zdarza kiedy spacerujemy dwukrotnie.

Dzwoniłam dziś do biura Wozy i dowiedziałam się, że szeleczki Bamba z ozdobami w kształcie buldożków zostały wysłane do nas w dniu wczorajszym priorytetem. Gdyby nie powolność poczty to pewnie mielibyśmy szanse ubrać je jutro na popołudniowy długi spacerek.

Dziś Bambo zwrócił gęstą ślinę jeszcze przed popołudniowym posiłkiem 10 minut po rozpoczęciu zabawy. Nie było tego dużo, ale jednak się zdarzyło. Jest godzina 21:00 i do tej pory więcej nie zwracał, mimo, iż biorąc mnie na litość wyżebrał kość składającą się ze zmielonych kości wołowych. Chciałam, żeby się troszkę pobawił, mając zamiar zabrać mu ją po odgryzieniu przez niego mniejszej części. Do tej pory na zjedzenie całej potrzebował kilku godzin. Prawdą jest jednak, że odkąd rozpoczęły się problemy ze zwrotami, to zaprzestałam mu je dawać. Więc jakież było moje zdziwienie kiedy po 5 minutach okazało się, że została już tylko 1/4 kości. Tego nie zaplanowałam. Ku jego rozpaczy resztkę wyrzuciłam do śmieci i przez chwilę znów sobie wyrzucałam, że nie dopilnowałam sprawy i być może teraz Bambo będzie wymiotował właśnie przez to. Ale odpukać, do tej pory nic się nie przytrafiło a teraz śpi koło mnie chrapiąc jak zwykle donośnie. Zanim jednak zasnął próbował zachęcić mnie do zabawy podgryzając dość mocno moje przedramiona i próbując doskoczyć do twarzy. Szybko jednak się zorientował, że zabawy nie będzie i postanowił się zdrzemnąć przed ostatnim spacerkiem.

listopada 29

Dziś czekał przy drzwiach. Zaraz poszliśmy na spacerek. pierwsze 10 minut łapał moje czubki kozaków i dziw, że się nie wywróciłam. To cudowne jak on się potrafi cieszyć. I cieszy się nie ze spaceru tylko ze spotkania ze mną. Generalnie spacery są tylko na załatwienie toalety a nie po to by zwiedzać okolicę. Chętnie wraca do domu a nawet zdarza mu się desperacko do niego ciągnąć. Spaceruje ze mną dla towarzystwa i czasami mam wrażenie, że to on czuje się zobowiązany ze mną pochodzić a nie na odwrót.  To jest niesamowicie kochany pies! :) Dziś oglądałam w galerii nowe zdjęcia, które wrzucił Kamil, a które zrobiliśmy mu w ostatnią sobotę. Znajdziecie je w katalogu XI’2007. Czyż on nie jest śliczny? Co to za urodziwa mordka! Na jednym wygląda jak stary mandaryn. Gdy patrzę na ziewającą mordkę lub na podwinięte pultyny rodzi się we mnie odruch matczyny. Najzwyczajniej chce się go przytulić i opiekować nim. Nie jest jednak aż tak niewinny jakby to wynikało ze zdjęć. Brak silnej ręki( nie dlatego, że jej nie mam :D ale z powodów zdrowotnych) spowodował, że Bambo bywa zawzięty i uparty jak osioł. Codziennie powtarzam sobie, że należy go wychowywać i karcić nawet jeśli zaraz żygnie, bo wyrośnie z niego domowy terrorysta. Zawziął się właśnie na mój paluch i mimo słownego fee, wielokrotnie powtarzanego, gryzł go coraz mocniej. Dopiero klaps kapciem uchronił mój paluch od amputacji. Oczywiście nie obyło się bez warczenia i rzucania się na mnie w celu pokazania kto tu rządzi, ale stanowcze fee wypowiedziane przeze mnie ponownie ostatecznie rozwiązało sprawę. Obrażony poszedł spać i teraz chrapie leżąc na mojej poduszce.

Wracając do jego dolegliwości to zwymiotował dziś tylko raz w 45 minut po posiłku i raczej też samą flegmą niżli posiłkiem. Trzeci posiłek dostał o 16:45 a czwarty o 19:30 i na tym zakończymy dziś jedzonko. Jednak przy mniejszej ilości zdecydowanie mniej beka i ulewa. Zapomniałabym dodać, że dałam mu denti sticka, ale tym razem tylko pół, bo tak żal mi go było, kiedy demonstrował, że jest głodny. Zobaczywszy jednak, że całą połówkę wsadził do pyszczka próbując połknąć zainterweniowałam. Ledwo zdążyłam na czas, gdyż cała połówka była już jedną stroną w przełyku. Rozmemłaną przytrzymałam w ten sposób, że Bambo był zmuszony do odgryzania kawałeczków i połykania w mniejszych porcjach. Przy okazji ugryzł mnie w palec niszcząc starannie nałożony lakier. Trzeba będzie zrobić korektę:)

22:00 - ostatni spacer. Wszystko chyliło się ku szczęśliwemu zakończeniu, kiedy tuż przed samą klatką ciągnąc do domu Bambo chlusnął rzadkim płynem podbarwionym nieco jedzonkiem, choć przezroczystym, więc raczej była to już jakaś pozostałość po kolacji. Niestety prawdopodobnym jest też, że zwrócił wieczorną porcję lekarstwa, bo podałam mu je 15 minut wcześniej wciśnięte w tyci kawłeczek parówki a niestety paróweczka wróciła wraz ze wspomnianą treścią. Później jeszcze raz w windzie nieco mu się ulało, ale tym razem nie wydostało się poza pysio.

listopada 28

Nieprzespana noc za nami. Bambowi ulewało się do rana, ale nie zwymiotował, choć wiercił się i co chwila wstawał, podnosząc łeb do góry i opierając o moją głowę czy ramię.

Ranek bez niespodzianek za to obfitujący w energię, której mały nie ma jak zużyć.

Stale chrząka, jak ktoś, kto chce coś odkrztusić, jak staruszek albo przewlekle chory astmatyk.

Po pracy poszliśmy sobie na półgodzinny spacer, choć było ciemno. Szwędaliśmy się bez celu i Bambo chętnie obrał kierunek dom. Zjadł posiłek i po 40 minutach bawiąc się gumowym ptaszkiem piszczałką zwymiotował, ale o dziwo nie jedzonko, tylko gęstą wydzielinę, ślinę i było tego bardzo dużo, ok. 150 ml. Czy to nie dziwne, że nie było tam śladu obiadowej papki. Całość była przezroczysta i bardzo gęsta. Może Bambo ma “dodatkowy przewód pokarmowy” i wymiotuje raz z jednego raz z drugiego. Wiem, że brzmi to jak żart, ale za nic nie mogę zrozumieć, jak po sporej porcji papki zwymiotował taką ilość śliny bez krzty śladu obiadu. Przecież z reguły wymiotuje posiłkiem i nieraz nie tylko po kilkunastu minutach ale i po kilku godzinach. Wymioty takie jak te zdarzały się, ale z reguły w nocy lub na porannym spacerze, jeszcze przed zjedzeniem śniadania. Nie mogę jakoś tego rozgryźć. W każdym razie schowałam zabawki, które lubi rzuć namiętnie pozostawiając mu tę najmniej lubianą. Ale z braku laku, jak w popularnym powiedzeniu, więc Bambo zajął się tym co miał i znów zwymiotował. Nie tak dużo jak poprzednio ale też samą śliną! Dotrzymując sobie danego wczoraj słowa obcięłam jeden posiłek zwiększając odstęp między posiłkami do 2,5 godziny i Bambo dostał kolejny i zarazem ostatni o 19:30. Wet zaproponował by ostatni posiłek był nawet o 18:00 by zapobiec nocnym wymiotom, ale jest to nie realne. Po prostu bez szans dla osoby, która pracuje i jest poza domem 9 godzin by karmiła psa  6 razy dziennie w małych porcjach i aby ostatni posiłek wypadał o 18:00 a zarazem aby posiłki nie następowały jeden po drugim. Zaraz po tym jak tylko schowałam zabawki znów zajął się ssaniem ulubionego pluszowego pieska. Będę musiała go zabrać, bo boję się finału tej zabawy.

Dziś minęły dwa tygodnie od ostatniego czyszczenia uszu i musieliśmy powtórzyć tak nielubianą przez Bamba czynność. Jak tylko zobaczył buteleczkę Otexu pobiegł do pokoju w poszukiwaniu schronienia. Najczęściej wybiera schron pod fotelem. Od jakiegoś czasu nie wyciągam go na siłę, bo nie chcę go zrażać. Biorę jakiegoś snacka i stając przed nim jakiś metr pokazuję go na dłoni i zachęcam, żeby przyszedł się poczęstować. Po minucie albo dwóch wychodzi pokorniutko zwabiony jedzonkiem, a co jak co, jeść bardzo lubi. Wtedy dostaje kawałeczek i rozpoczynamy zabieg higieniczny, co jakiś czas przerywany kolejnym malutkim kęsem przysmaku. Bambo nie jest zachwycony ale też nie ucieka.

Bambo stale beka…a ja stale czujna i gotowa na ratunek: podbiec i podnieść do pionu przytulając do “piersi”. Ostatnie dwa dni dały mi w kość. Stale noszę Bamba lub siedzę z nim na kolanach. Mam nadzieję, że nie rzuci nas facet -przynajmniej z tego powodu : )

Z Bambem jak z dzieckiem. Życie zmienia się radykalnie i zaczyna toczyć się w koło psa.

Dziś wracając z pracy na chwilę zamarłam, bo po otwarciu drzwi nie było przy nich Bamba a w domu panowała przerażająca cisza. Trwało to jednak tylko kilka sekund, choć dla mnie całą wieczność, kiedy  usłyszałam człapanie zaspanego psa. Żyje!

listopada 27

Zgodnie z wczorajszym postanowieniem zabrałam do pracy jeansy by móc swobodnie z Bambem pospacerować po pracy nie tracąc czasu na przebieranie się w domu a tym samym nie narażając Bamba na jeszcze dłuższe przetrzymywanie siuśków i kupki w brzuszku. Było chlupowato i nie kwapił się wcale do dłuższego brykanka, co wcale nie było takie złe. Pobawilismy sie w domu zabawkami do 17:00 i zaczęliśmy znów odliczanie posiłków. Wszystkie weszły super i zaryzykowałam nawet podanie mu plastra suszonej wątróbki babci Basi oraz denti sticka dla szczeniaczków. Wszystko weszło i Bambo był najszczęśliwszym pieskiem w tym domu. O 19:00 ostatni posiłek a przed nim pół godzinny spacer. Od w pół do ósmej Bambo zaczął szeleć samotnie z zabawkami, kiedy ja zamawiałam mu szelki z wozy pisząc obszerny mail z rozmiarami Bamba i oczekiwaniami, jakie wiązaliśmy z szelkami. Firma jest na tyle elastyczna, że dopasowuje się do klienta. Zamówiłam cognac kolor, tak aby pasował do bambusiowych prążków. Szukałam też ładnych posłanek, bo to, na którym Bambo dotychczas czasami poleguje nie mieści się do pralki i jest już strasznie brudne. Po praniu ręcznym schłoby pewnie ze dwa tygodnie przy takich warunkach pogodowych jak dziś. O 20:00 Bambo szalał z piłką kiedy usłyszałam głośne chlust i w ten sposób zorientowałam się, że ostatni posiłek, a na pewno jego większa część znalazła się poza Bambem. Zaczęłam więc baczną obserwację i zabrałam mu wszystkie zabawki. Jak on na mnie wymownie patrzył! Zepsułam mu taką zabawę! Ale chyba słusznie, gdyż zaraz usłyszałam głębokie bek i między zębami Bamba ukazało się jedzonko. Szybko postawiłam go do pionu i przytuliłam do siebie. Uff…udało sie i tym razem. Całość zleciała do brzuszka. Po 5 minutach ogryzania  mojej twarzy spuściłam go na podłogę, ale po niecałej minucie znów znane odgłosy nakazały mi wziąć go na ręce. Tym razem zasnął. Po pół godzinie jednak ścierpły mi ręce i położyłam go na łóżku a sama zajęłam się spisywaniem notatek z dzisiejszego dnia. Mam uzasadnione obawy, że na dziś to nie wszystko jeszcze, bo Bambo beka co jakiś czas i memla coś w pyszczku. Nie wiem czy zauważę na czas symptomy zbliżającego się tsunami :)  . Dostałam dziś maila od właścicielki trzech buldożków, którą zapoznałam w poczekalni u weta w Rumii. Jej buldożek był wtedy na ściąganiu szwów z policzka, bo nadział się na jakiś patyk. Okazała się bardzo sympatyczną dziewczyną i to nie tylko dlatego, że uznała Bamba za ładnego pieska :) Przypomniało mi się, że spotkałam ją wcześniej w Związku kynologicznym, ale wtedy nie udało nam się zamienić zbyt wielu zdań.

Złość mnie ogarnia z bezsilności. O 22:00 na ostatnim spacerze znów fontanną pozbył się jedzonka. Przedtem i potem ulało mu się porządnie. Czuję się bezradna. Jutro nie podam mu ostatniego posiłku. Będzie dostawał 20% mniej niż podają to recepty na royalu ( tak naprawdę i tak w brzuszku pozostaje mu tyle), a może uda się zapobiec wymiotom. Najwyraźniej nie da się mu podać wszystkiego co pozostaje do podania w czasie jaki nam pozostaje do wieczora. Jeśli to nie poskutkuje spróbujemy wydłużyć czas między posiłkami tak by ostatni przypadł przed snem i zobaczymy czy będzie wtedy zwracał w nocy. Trzeba wypróbować wszystkie możliwe rozwiązania.

listopada 26

Czy zacznie się coś tutaj dziać, czy skończę na opisywaniu dolegliwości Bamba?! Nawet mnie to już nudzi. Ale nie mam wyboru. Dziennik ten służy również nam prywatnie i stąd czerpię informację przed każdą wizytą u weta. Tak więc na razie musi tak pozostać. Prawdą jest jeszcze i to, że na brak ciekawostek wpływa fakt stałych prób uspokajania Bambusia, tak, że nie ma on sposobu na wykazanie się. Jedno jest pewne. Przestał już chyba na dobre robić kupę w domu podczas gdy ja obijam się w pracy. Pozostawiam mu jednak kuwetkę na siusiu i ta co dzień jest używana. Dziś Bambo znów został sam po tygodniu bytności z człowiekiem przez 24 h na dobę i naprawdę bardzo się ucieszył kiedy mnie zobaczył pół godziny po czwartej. Od razu wyszliśmy na spacer, ale jego radość uświadomiła mi, iż jeśli chcę mieć nadal porządne garnitury to muszę zabierać do pracy jeansy na przebranie. Bambo przez cały spacer tańczył koło mnie i skakał raz na błoto śniegowe raz na moje nowiuśkie spodnie i uspakajanie go nie skutkowało. Stan euforii trwał tak długo, aż zniechęcona stanem nogawek dałam wreszcie za wygraną i pozowliłam na przytulanko. Po powrocie z krótkiego spacerku rozpoczęliśmy szalone zabawy. Bambo ze swoją gąską prowokował mnie do gonitwy, tzn. podchodził na tyle blisko by wydawało mi się, że zdążę mu ją zabrać a na tyle daleko, że on był szybszy :D . Po 10 minutach znudzona bieganiem za Bambem po mieszkaniu sprowokowałam go do zabawy szarpakiem i przez kolejne minuty Bambuś biegał za piłeczką, której później nie chciał oddać a zależało mu wyłącznie na siłowaniu. Ponieważ zauważyłam, że dziwnie pomlaskuje, w strachu przed “zwrotem”,zmieniłam zabawę na rzucanko pluszowym pieskiem ale i to skończyło się wielkim chlustem. Na szczęście nic nie wyszło poza pysio. Po 30 minutach zabawy( w końcu pies choć trochę musi zużyć energii) przyszła kolej na 3 danko tego dnia( pierwsze dwa o 6:20 i 7:30). Kolejna porcja o 18:00 no i oczywiście obowiązkowe noszonko do odbicia w pionie tak aby niczego nie uronić. Następnie poszliśmy do Gosi zważyć Bamba, bo muszę go zgodnie z poradą weta ważyć systematycznie by zauważyć na czas gdyby tracił wagę. Ucieszyłam się bardzo, bo jeśli Gosi waga jest ok i waga u weta była ok to Bambo dzięki nowej metodzie karmienia przybrał w ciągu około dwóch tygodni, może ciupkę więcej, 75 dkg. Ważył dziś równe 10 kg :D .Aby się jednak upewnić powinnam pojechać do weta i to sprawdzić. Mam zamiar chodzić do Gosi raz w tygodniu i sprawdzać jego wagę. Albo kupię wagę do domu, choć to ostatnie rozwiązanie raczej niechętnie, bo po co mam wiedzieć ile ważę :P . O 19:30 Bambo dostał ostatnią porcję tego dnia i poszliśmy na spacer. Po 40 minutach energicznym ruchem pozbyliśmy się ostatniej porcji a po kolejnych paru chwilkach pewnie i tej wcześniejszej. Bambo silnie ciągnął i może walka z obrożą sprowokowała wymioty. Zaraz go zmierzę i może jutro zamówię mu piękne szelki skórzane. Dokupiłam więc na szybkiego saszetkę pedigree junior, zmiksowałąm z wodą i podałam Bambowi o 21:00 jako wyrównanie kalorii( choć wiem, że to jest za późno i nie wiem czy nie skończy się to nocnymi wymiotami :-( ). Dzwoniłam dziś do weta by dowiedzieć się jak wyniki konsultacji. Dowiedziałam się, że gastroskopii nie trzeba będzie robić, bo na zdjęciach dość czytelnie widać, że Bambo ma zwężenie rozworu przełykowego. Wet powiedział, że gdyby to był jego pies nie zdecydowałby się na operację. Jest szansa, że piesek z tego nieco wyrośnie i po 13 m-cu łatwiej będzie się nim opiekować. Muszę spróbować zapewnić mu dobrą opiekę przez kolejne 6 m-cy i pilnować aby nie zadławił się wymiocinami i aby nie chudł. Dopóki choć troszkę przybiera to nie jest źle. Ma otrzymywać metoclopramidum tak jak do tej pory przez kolejne 2-mce, czyli do 26 stycznia 2008. Potem kolejna kontrola i badanie RTG z kontrastem dla sprawdzenia jak wygląda przełyk. Dzwoniłam do p. Krysi i jak tylko odbiorę zdjęcia to mam jej przesłać w celu konsultacji wyników z jej wetem.Bambo robi się hardy i należy zacząć go układać a nie litować się i pozwalać na wszystko. Uwielbia gryźć stopy i kapcie i jak tylko mu się zabrania to wkurza się i staje wściekłym. Myślę, że to ostatni dzwonek na pokazanie mu kto tu rządzi. Ta choroba całkiem pomieszała nam szyki. Nie możemy chodzić do przedszkola i chyba też zrezygnuję na razie z prywatnego trenera, bo podszarpywania będą kończyć się zawsze tym samym. Jeśli nie przestanie wymiotować tak często do stycznia, zrezygnuję z wystawienia go w klasie puppy w Bydgoszczy w lutym 2008, bo zobaczywszy tyle psów i tyle emocji chlustać będdzie non stop.

listopada 25

A miało być tak pięknie. Wczoraj udało się bez wymiotów i noc również minęła spokojnie. Rano podałam mu pierwsze 35 gram zmiksowanych granulek. O 10:30 kolejną porcję. Niedługo po tym Bambo usłyszał dzwonek domofonu i troszkę się zdenerwował co objawiło się energicznym szczekaniem. Po niecałych 15 minutach większość posiłku wylądowała na podłodze. Wiedziałam już, że na tym się nie skończy. Po godzince poszliśmy pobawić się na dworze szarpakiem. I nie zdziwię już chyba nikogo, że pomimo, iż skróciłam zabawę do 15 minut Bambo i tak zwrócił resztę posiłku. Widząc łatwość “powrotów” :) zrezygnowałam z ulubionego przedszkola. Wyobraziłam już sobie falę “zwrotów” jakich bylibyśmy świadkami i tę smutną minkę Bamba walczącego z niespodzianymi przelotami przez przełyk paróweczek, którymi należy nagradzać psiaka za różne drobiazgi. I byłoby tak: paróweczka do brzuszka - 2 minutki - i paróweczka z brzuszka i tak w kółko. Jestem tym przygnębiona. Jutro być może dowiem się czegoś więcej. O 16:00 podałam Bambowi dodatkową porcję jedzonka chcąc wyrównać mu przedpołudniowe szkody. W nagrodę dostał kaszkę manną śmietankową Smakija. Ależ ją pałaszował. Namówiłam go potem do spanka i teraz chrapie na tapczaniku i mam nadzieję, że w między czasie kaszka zawędruje do jelit.

Próbowałam mu również zrobić parę zdjęć tak abym mogła  dotychczasowy avatar i baner  na forum e-psy wymienić na nowy, bardziej aktualny. Poprzedni przygotowała dla mnie pani Krysia z Draczyna, albo któryś z jej przyjaciół, ale Bambo ma na nich mniej niż 2 miesiące i tylko jedno stojące uszko. Teraz Kamil mógłby nam przygotować piękny banerek, z którego możnaby się przełączać na Świat Bamba.

listopada 24

Nie mogłam się doczekac kiedy go przytulę. Pojechałam więc po niego kilka chwil po 8:00. Spałam tylko chwilę, ale tęsknota była zdecydowanie silniejsza niż potrzeba snu. Bambuś czekał na klatce wypuszczony przez Gosię. Dupka wiła się troszeczkę, ale radośc nie była znów aż tak wielka. Trudno. Czas do tego przywyknąc. Okazało się, że Bambuś podczas mojej nieobecności cztery razy zwrócił z czego dwa razy w nocy, raz na spacerze i raz w trakcie zabawy. Nie zauważono również aby ulewał. Wyglądał na szczęśliwego :) . Zaraz po powrocie do domu dostał kolejne jedzonko, które teraz poza tym, że zalewam to jeszcze miksuję osiągając efekt zupy kremu i gdyby nie dziwny zapach możnaby się nabrac.

listopada 15

Tak bardzo cieszyłam się już, że może z Bambem będzie wszystko ok, i że metoclopramid rozwiąże problem. Dwa ostatnie dni nie wymiotował, choc wydawało mi się kilka razy, że ulało mu sie leciutko. Dziś udało mi się wrócic wcześniej z pracy i nie dając mu jeśc poszliśmy na spacer do lasu. Zabrałam też jego ulubiony szarpak. Od razu zaczęliśmy się bawic i Bambo nieprzerwanie ciągnął za sznurek od czasu do czasu ganiając za piłką, którą rzucałam mu, kiedy tylko udało mi się wyszarpac ją z jego pyszczka. Po dwudziestu minutach pierwszy chlust mocno mnie otrzeźwił. Bambo zwrócił sporo treści żołądkowej całkowicie strawionej. Jak to jest? Przecież minęło ponad 7 godzin od ostatniego posiłku! Było mi przykro, że naraziłam go znów na wymioty. Powinnam byc mądrzejsza i przewidziec, że jednak tak to się skończy. Schowałam piłkę do kieszeni, ale było już za późno. Po minucie zwrócił kolejny raz i po tem w odstępie paru kolejnych zwymiotował jeszcze dwa razy. Biedny piesek. Miał smutną minkę przez chwilę, ale zaraz oczywiście rozweselał od nowa. Dobrze, że nie wie, że dziś wyjeżdżam i, że zostanie przez tydzień u Gosi. Pewnie by się na mnie obraził, choc przecież jest mu u niej na pewno dobrze. Już za nim tęsknię a jeszcze jest przy mnie.

Jest 17:00. Bambo zwrócił posiłek z 16:30. Bawił się gumowym gryzakiem. Nawet specjalnie nie szalał. Jest mi smutno :(

listopada 14

Wczoraj i dzisiaj ani razu nie zwymiotował. Nie wiem czy jest to skutek metocroplamidum czy po prostu braku długiego spaceru, ale fakt pozostaje faktem. Po powrocie z pracy jest już ciemno i trzeba zapomniec o długich spacerach. Wymyśliłam, że zamiast nich zaraz po powrocie z krótkiego spacerku, jednak na tyle długiego by Bambo załatwił wszystkie swoje potrzeby, zanim podam mu posiłek, na który pewnie bardzo czeka, będziemy szalec około 20-30 minut tak na maxa. Ma to rozładowac psie emocje oraz nieco go zmęczyc. Dziś zadziałało to świetnie i Bambo dostał jeśc dopiero o 17:00. A potem jeszcze o 18:00, 20:00 i 21:00. Nieco się dzisiaj przeciągnęło, bo jednak lepiej byłoby gdyby ostatni posiłek wypadał około 20.00.

Dostaliśmy dziś zamówioną wczoraj z zoo express karmę, szczotkę gumową do masażu i usuwania martwego włosa( tak naprawdę służy tylko do masażu - wypróbowałam i nie zbiera włosów prawie w ogóle ), miski na stojaku ( są całkiem przyzwoicie wykonane lecz nieco przy duże jak dla buldożka - po 1,9l każda) oraz szarpak zakończony tenisową piłką ( ten , tak jak się spodziewałam bardzo spodobał się Bambowi, i mam nadzieję, że sąsiadom, którzy do tej pory mieli wątpliwą przyjemnośc uczestniczyc w naszych zabawach z piłką kauczukową ). Jeśli chodzi o miski montaż był banalnie prosty i nie muszę się już martwic, że Bambo schyla się do picia wody, aczkolwiek zajmują pół kuchni:).

Jest 21:44. Bambo położył się obok na łóżku i zasnął  snem głębokim, chrapiąc okrutnie głośno. Za godzinkę jednak pobudka i ostatni  spacer.

listopada 13

Znów noc spokojna. Oby tak już zostało. Zamówiłam Bambowi miski na stojaku firmy Hilton. Nie są zbyt piękne ale umożliwią picie bez schylania głowy. Wet nie pozwolił Bambowi nawet pic schylając się. Dodatkowo zamówiłam gumową szczotkę do masażu i wybierania martwych włosów oraz szarpak tylko, że z piłką tenisową. Bambo uwielbia ten, który mamy, ale kauczuk odbijający się od parkietu o 23 godzinie pewnie nie podoba się w równym stopniu sąsiadom. Tenisowa piłeczka powinna byc mniej uciążliwa. Poza tym zamówiłam worek karmy. Nie był nam niezbędny, ale przy zamówieniu miseczek dodałam go trochę na zapas oszczędzając za to koszty dostawy.