Dziennik - kwiecień, 2008

kwietnia 29

O poniedziałku wolę zapomnieć. Po prostu histeria. Bezsilność to straszne uczucie. Zwolniłam się z pracy i pojechaliśmy do weta. W takim stanie nie widziałam wcześniej Bamba. Na całe szczęście to znów okazało się ostre zapalenie gardła. Nie wiem co jest, ale po endoskopii Bambo nie może dojść do siebie. Nigdy nie miał najmniejszych kłopotów z gardłem. Ustaliłam więc z wetem, że na razie żadnych zabaw z psami i zabaw bez smyczy. Wszystkie spacery mają odbywać się na smyczy do momentu całkowitego wygojenia gardła. Myślałam też, że będę musiała odłożyć wyjazd nad Brdę, ale dr Jurek nie widział przeciwskazań a nawet mnie namawiał, z tą jednak uwagą, że Bambo ma stale chodzić na smyczy. Bambo otrzymał kolejny antybiotyk i po powrocie do domu od 16:00 spał aż do rana z małymi przerwami na pojedyncze już kaszlnięcia i wymioty. Dzięki temu i ja trochę odespałam poprzednią noc. Dostał też wieczorkiem 4 łyżeczki od kawy swojej papki w 3 ratach i wszystko udało się utrzymać w brzuszku. Dziś rano znów schował się przede mną pod fotel pozostawiając dupcię poza i dzięki temu nie miałam najmniejszych kłopotów z podaniem leku. W ciągu godziny po podaniu pojawiło się kilka odruchów wymiotnych i jeden malutki zwrocik śliny. Ale to wszystko. Po 1,5 godziny dostał dwie łyżeczki jedzonka z lekami i do momentu wyjścia do pracy, poza kilkoma kaszlnięciami, nic innego się nie wydarzyło. Po powrocie nie znalazłam też śladów po ewentualnych wymiotach a Bambo się do mnie uśmiechał. W takiej sytuacji można było zaryzykować obiad wielkości dwóch czubatych łyżek stołowych  :) , które natychmiast zostały wchłonięte a miseczka wylizana do czysta. Odczekaliśmy godzinę i wybraliśmy się znowu w długą podróż do Rumii. Dojazd bowiem do obwodnicy zajął nam dzisiaj 35 minut a to przecież tylko 5 km. Pozostałe 21 pokonaliśmy w 15 minut. Ależ dziś było tam ludzi. Czas oczekiwania na swoją kolej miło mi zleciał, bo spotkałam znajomą z dwoma buldożkami. Bambowi jednak tak miło nie było i nie wiadomo dlaczego rzucił się na starszego buldosia a i małemu też na początku chciał dobrać się do skóry. To jednak nie koniec jego dzisiejszych wybryków. Na całusa doktora zareagował zębami a po chwili również na jego dłoń. Byłam zaskoczona i jednocześnie zawstydzona zachowaniem Bamba. Zupełnie nie wiem skąd się wzięła ta dzisiejsza agresja. Nigdy nic podobnego nie miało miejsca. Czułam się winna takiego niegodziwego zachowania. Zupełnie jakbym to ja, a nie Bambo, rzuciła się do gryzienia  :)

kwietnia 27

Wiem, że to za szybko na wyciąganie wniosków, ale właśnie wróciłam z 40 minutowego spaceru, na którym Bambo szalał z kijkami. Zwymiotował tylko jeden raz  :) . Tylko jeden i to gęstą śliną bez śladu jedzonka. Tak wlaśnie miało być. Teraz dostał swoją papkę i zasypia smacznie opierając jedną wargę o laptopa. Aż nie mogę się doczekać kolejnego spaceru. Czy będzie równie dobrze?

Wczorajsze teorie na temat zdobytego zaufania legły w gruzach. Zaufanie okazało się być jednorazowym. Dziś rano bowiem na widok strzykawki w moich rękach zeskoczył z pościeli prosto pod fotel i nie mogłam go namówić do wyjścia. Musiałam go na siłę wyciągnąć i przytrzymując troszkę aby nie dał dyla w innym kierunku zrobić zastrzyk. Liczę dni do końca. Zostało jeszcze 14 dni a potem prawdopodobnie 20 dni przerwy, by znów rozpocząć iniekcje od początku. Muszę kupić jeszcze ciensze igły niż te, które dostałam od weta. Trzeba zrobić wszystko by zmniejszyć mu dyskomfort leczenia.

Dziś rano zwymiotował po leku tylko 2 razy i to nie za dużo - ślina i zółć. Kilka razy też pojawiły się odruchy wymiotne jednak bez finału. Wczoraj na ostatnim spacerze, około 23:00 zwymiotował trochę jedzonkiem spożytym o 19:00, ale nie był to zwrot tak obfity jak wcześniej. Poza tym nad ranem wskoczył do łóżka i opierając mokrą mordę na moim policzku spał tak sapiąc do ucha dobrą godzinkę. To niesamowicie miłe wrażenie, które i Januszowi bardzo się podoba, choć wcześniej nie przywykł do takich intymnych pieszczot z psem  :)

Zaobserwowałam dziś niektóre z objawów, które daje polstygmina. Bambo w 10 minut po podaniu leku zaczyna się intensywnie ślinić, tak, że z fałd wargowych zwisają do samej ziemi przezroczyste wisiory, które ciągnąc się po ziemi i zbierając igliwie i piach nadają mu wygląd suma. Na porannym spacerze wycierałam mu mordkę kilka razy a one pojawiały się w chwilę potem od nowa. Rzucał też głową na boki, ale to zdarzyło się tylko trzy razy i po kilku minutach nie pojawiło się więcej. Cieknie mu też ostro z nosa, ale to zdarzało sie i wcześniej choć nie tak intensywnie jak teraz. A w ogóle to mam wrażenie, że ciszej chrapie i , że jest to związane ze sterydami. Kiedyś, na samym początku, kiedy zwróciłam się o pomoc z pierwszymi objawami ulań do weta, który do czasów Bamba opiekował się moimi poprzednimi psami, ten zaaplikował mu steryd i wtedy również odniosłam wrażenie, że chrapanie Bamba nieco zelżało.

    16:00-19:00  aż 11 zwrotów i kilka ulań.  Nic nie powiem  :(

Doszliśmy z Kamilem do wniosku, że nie powinnam go spuszczać ze smyczy. Będzie mniej szczęśliwy ale na pewno zmniejszymy tym liczbę wymiotów o połowę, bowiem połowa z nich przytrafia się podczas zabawy w lesie a jak widać nowy lek nad nimi nie panuje.

kwietnia 26

Dziękujemy wszystkim, którzy trzymają za nas kciuki.

kwietnia 26

Lek, w który tak mocno wierzyłam, chyba jednak nie będzie naszym zbawieniem. Nie rezygnuję oczywiście. Poobserwujemy do wtorku, ale jeśli nic się nie zmieni to po co stresować dodatkowo Bamba zastrzykami. Jeśli nic się nie zmieni w środę skonsultuję się z wetem. Wczoraj już zastosowałam się do porady weta aby rano przed pracą nie dawać Bambowi jeść poza dwoma łyżeczkami papki z lekami, tak by w razie nudności po polstygminie dłużej się utrzymujących Bambo nie zwracał jedzenia. I po powrocie do domu nie znalazłam śladów wymiocin. Za to rano po zastrzyku wymiotował aż 8 razy śliną z żółcią i naprawdę widać, że było mu niedobrze. Zresztą nie dał sobie też zrobić zastrzyku na śpiocha, bo gdy tylko wróciłam z kuchni ze strzykawką nie spał jak zwykle, tylko siedział i patrzał wymownie na mnie. Wkłułam się pod skórę, ale wyrwał się gwałtownie. Musiałam go lekko przysiąść i ponowić próbę. Udało się, ale nie chciał dać się przeprosić tym razem. Zresztą zaraz po 10 minutach zaczęły się pierwsze wymioty i trwały z przerwami godzinkę. Po 30 minutach od ostatniego odruchu wymiotnego podałam mu odrobinę jedzenia z tabletakami. Pamiętając o tym co zastałam dnia poprzedniego nie dałam mu więcej jedzenia ( wcześniej bowiem było mi bardzo żal zostawić go o pustym brzuszku i przed samym wyjściem do pracy dałam mu jeszcze 2 łyżki). Tym razem żal musiał zostać stłumiony dla jego dobra, choć wiem, że po sterydach głód dokucza mu dotkliwiej niż normalnie. Za to podczas mojej nieobecności udało mu się widać bez sensacji przespać ten czas. Bardzo się ucieszyłam. Na wieczornym spacerze zwrócił  2 razy jedzonkiem. Gdyby więc nie te poranne mdłości nie byłoby tak źle. Dziś jednak nie było już tak kolorowo. Nastawiłam budzik na 7:30. W końcu sobota i pomyslałam, że troszkę pośpimy. Jednak Bambo po sterydach nie wytrzymuje tak długo z siusianiem i wstał  o 6:15. Pomyślałam, że zrobię mu najpierw zastrzyk. Tym razem widząc mnie ze strzykawką zaczął uciekać do drugiego pokoju. Jednak nagle stanął i zawrócił zatrzymując się ostatecznie pod drzwiami wyjściowymi. Kucnęłam obok. Poprosiłam by nie utrudniał mi tego nieprzyjemnego zadania, że boję się bardziej od niego. I nie wiem co się stało, ale pozwolił mi wbić igłę i zrobić sobie zastrzyk. Nawet nie drgnął przez cały czas wlepiając we mnie swoje duże ślepia. Ciekawe czy on coś rozumie, czy coś przeczuwa? Zaufał mi. To była najpiękniejsza chwila dzisiejszego dnia. Tym razem zwymiotował tylko raz i kolejny po podaniu 2 łyżeczek papki z lekami, którą zreszta zaraz zjadł ponownie. I nic więcej jeśli chodzi o rano. Może organizm Bamba zaczyna przyzwyczajać się do tego leku i w końcu przestanie reagować nudnościami i wymiotami. O 12:00 poszliśmy na półgodzinny spacer do lasu i tam przytrafiły się nam niestety 3 wymioty. Potem jeden w domu na łóżku i kolejny z radości na widok Kamila, który zrobił nam niespodziankę i przyjechał w odwiedziny. Na wieczornym spacerze nie zauważyłam zwrotów. Oby taki stan utrzymał się już do jutra. Czy polstygmina działa? Nie wiem. Lekarze nie twierdzili na 100%, że pomoże. Mówili, że byłoby dobrze, gdyby ograniczyła wymioty do 2-3 razy dziennie. Normalnie wymiotował od 4 do kilkunastu razy. Od początku jej podawania nie było obiecanej poprawy, no chyba, żeby wczorajszy dzień zaliczyć do takiego nie uwzględniając 8 razy porannych związanych z reakcją na polstygminę. Może to za mała dawka. Może wet ją zwiększy. Ale nie wiem jak Bambo to zniesie. Jeśli wymioty nie spadną do 3 podawanie tego leku nie będzie chyba miało sensu.

Bambo to taki zabawny i energiczny piesek. Miał dziś wyborny humor. Czasami, kiedy się tulimy on muska wargami moją powiekę a ja mrugając gilgoczę go rzęsami. Wtedy on najdelikatniej jak potrafi próbuje je złapać. Nie bawiliśmy się tak od dnia, kiedy miał endoskopię, gdyż codziennie gorzej się czuł. A dziś rano, kiedy po jedzeniu wzięłam go na ręce i trzymając przytulonego do siebie w pionie usiadłam  na fotelu, poczułam ciepły oddech na powiece i delikatne muskanie zachęcające do zabawy. Roześmiałam się. Chciałabym móc tak witać poranki jeszcze wiele lat. 

kwietnia 25

Dziś coś dla tych nowych czytelników, którzy wprowadzeni połowicznie w problem próbują się wypowiadać w temacie, o którym nie mają zielonego pojęcia.

Nasz problem z Bambem nie polega na fakcie nożycowego chodu Bamba, ani na jego białych paznokciach. Problemem też nie jest białe znamię na głowie psa, które miało wg hodowcy dwie alternatywy: albo zniknąć albo nie mieć wpływu na oceny sędziów, co później okazało się  niezupełnie prawdą, gdyż hodowca zadzwonił do mnie po 2 miesiącach od kupna psa z zapytaniem czy znamię schodzi i po otrzymaniu odpowiedzi, że nie, poinformował mnie jak gdyby nigdy nic, że będę musiała je pofarbować jeśli chcę psa wystawiać. Problemem nie są zawiedzione ambicje. Problemem nie jest również to, że musiałam zrezygnować z życia by zająć się psem, że pozostali mi tylko Ci znajomi, których mogę odwiedzać z rzygającym psem. Problemem jest ciężka choroba Bamba i codzienna walka o przetrwanie. Pies wymaga niemalże całodobowej opieki a powroty z pracy są za każdym razem katorgą zmagania się z natarczywymi myślami co zastanę w domu po powrocie z pracy, czy Bambo będzie jeszcze żyć. Zgodnie bowiem z informacjami jakie otrzymałam od weterynarzy istnieje spora możliwość, że Bambo podczas snu i jednego z licznych niekontrolowanych wymiotów zakrztusi się nimi i w najlepszym wypadku dostanie zapalenia płuc.  Codziennie istnieje też zagrożenie, że dojdzie do krwotoku czy perforacji dwunastnicy. Bambo może jadać tylko półpłynny dobrze zmiksowany pokarm. Posiłki mają być malutkie a za to częste. Dostaje jeść 5 razy dziennie. Podanie psu ciasteczka czy choćby granulka suchej karmy powoduje prawie za każdym razem natychmiastowe wymioty. Po posiłku nie można się z psem bawić chociaż o to prosi. Należy go ignorować dla jego dobra. Każdy bowiem ruch może spowodować zwrot właśnie spożytego jedzenia. Po każdym posiłku muszę wziąć Bamba na ręce i nosić aż do dwóch kolejnych odbić a później przytrzymywać na kolanach głaszcząc i próbując zapobiec wymiotom. Spacer powinien nastąpić po 2-3 godzinach od zjedzenia posiłku aby ograniczyć ilość zwracanego pokarmu. Na każdym spacerze liczę ilość zwrotów i za każdym razem gdy doliczę się chociażby jednego mniej niż dnia poprzedniego kiełkuje we mnie nadzieja, że może coś zadziałało, coś się zmieni, aż do następnego dnia gdy ilość wymiotów na 40 minutowym spacerze przekracza 10. Nasz problem to codzienna walka o utrzymanie wagi Bamba, to walka o każdy jeden wymiot mniej, to walka o jego radość i o każdy kolejny dzień jego życia, to walka z tymi znajomymi i członkami rodziny, którzy wypowiedzieli zdanie, którego żaden właściciel psa nie chce usłyszeć, to walka o to, żeby na polu bitwy nie został tylko Bambo, weterynarz i ja. To codzienne zmaganie się z myślami co będzie jeśli zniknie już nawet ostatnie wsparcie od weterynarza. Tak więc informuję wszystkich troskliwych ludzi, którzy szukają dla Bamba z takim zapałem adopcyjnego domu, że Bambo dom już znalazł i w tym domu dożyje ostatnich swoich dni. Bardzo wam wszystkim dziękujemy za troskę i wysiłek włożony w uszczęśliwienie pieska i życzymy, abyście z równie wielką troską zetknęli się w swoim życiu. Mówi się bowiem, że dobro powraca do człowieka J Po raz pierwszy chcę wierzyć, że to prawda, że  tak dobrych ludzi nie może ono ominąć..

kwietnia 24

Widok jaki zastałam dziś po powrocie do domu nie napawa optymizmem  :(  Koc okrywający łóżko z widocznymi śladami wymiocin w trzech miejscach. Podłoga w okół łóżka również. Znalazłam też suche pozostałości w korytarzu. Nie wiem jednak czy to nie przypadkiem skutek polstygminy. Nie zauważyłam jednak po podaniu posiłku popołudniowego żadnych ulewań. To już coś. Odczekaliśmy przepisowe 3 godziny i poszliśmy na 40 minut do lasu. Niestety nie mam dobrych wieści. Bambo biegając luzem zwrócił 3 razy. Co prawda w wymiocinach nie było śladu jedzenia, co może oznaczać, że gasprid zadziałał przyspieszając przepływ jedzenia w dobrym kierunku, ale jednak zwymiotował strzelająco sokami wymieszanymi ze śliną. Czy była żółć nie wiem, bo wszystko wsiąkało dość szybko w ściółkę leśną.

Poprosiłam tatę by przywiózł mi wagę, bo miałam wrażenie, że Bambo ostro schudł w okresie po endoskopii. Schudł 1,9 kg. Waży 10,7 kg a ważył już 12,6kg.

 Nie, nie załamuję się. Wierzę, że się uda…więc czemu płaczę?

kwietnia 24

Pojawił się nowy rozdział Choroba Bamba, gdzie umieszczono dwa linki: jeden do opisu Bamba endoskopii, drugi, za pomocą którego można ściągnąć film z przeprowadzonego badania. Przy ściąganiu filmu należy uzbroić się w cierpliwość, bo czas ściągania może potrwać około 3 minut.

kwietnia 24

Fakt jest faktem i nikt tego nie zmieni choćby spuchł. J  Można dowodzić jaka ze mnie zła opiekunka zwierząt, czarownica, chcąca dobić konającego psa. I choćby zwiększyć listę użytych przez p. Krystynę określeń mojej osoby o starą kurwę i antychrysta Bambo nadal będzie miał wrodzoną wadę przełyku i przydomek Draczyn J

Wczoraj byłam z Bambem na kolejnym zastrzyku. Zapytałam weta, czy jest choćby cień szansy, że przyczyną jego wady jest ogryzienie przez psa drzwi, gąbki czy gryzaki dawane do zabawy. W 100% wykluczył taką ewentualność twierdząc, że wada jest wrodzona, konsultowana z kilkoma specjalistami, oczywiście poza tymi, którzy przeprowadzali gastroskopię, i że gwarantuje mi to swoim nazwiskiem i jeśli trzeba będzie zaświadczy to gdzie trzeba. Zrobił coś jeszcze bardzo miłego, za co jestem szczególnie mu wdzięczna, czegoś, czego wcale nie musiał robić. Powiedział mi, że Bambo ma szczęście, że trafił do mnie, bo gdyby nie to już dawno zostałby uśpiony. To taki drobiazg, ale usłyszany od obcej osoby bardzo podtrzymuje na duchu w dalszej opiece nad Bambem.

Ponieważ żadne objawy uboczne nie wystąpiły we wtorek po podaniu pierwszego zastrzyku i tym razem wpakowałam Bamba do samochodu myśląc, że będzie podobnie. Dojechałam jednak tylko Morską do Obwodnicy kiedy Bambo wstał i chlusnął w kierunku drzwi kilkakrotnie. Fajnie – pomyślałam, nie ma się gdzie zatrzymać i rzygi rozleją się po całym samochodzie, gdyż trasa jest pagórkowata. Jednakże Bambo jest bardzo kochaniutkim pieskiem, gdyż po dojechaniu na miejsce okazało się, że prawie wszystko trafiło do plastikowej kieszeni zamontowanej w drzwiach samochodu. Więcej tego dnia nie wymiotował mimo dwóch spożytych posiłków. Nie zauważyłam też większych ulań, ale prawdą jest też, że miałam gościa i nie wsłuchiwałam się tak w niego jak co dzień. W nocy też spał bez zastrzeżeń. Żadnych zwrotów nawet flegmy. Za to rano musiałam mu podać pierwszy zastrzyk samodzielnie. Bardzo się tego obawiałam, bo nie wiedziałam jak Bambo się zachowa, a nie było nikogo kto mógłby go przytrzymać w razie potrzeby , no i sama również nie znoszę robienia zastrzyków obawiając się bólu, który zadaję i niewprawnej ręki.

Aby ze wszystkim zdążyć i dopilnować zjedzenia leków  muszę zacząć wstawać jeszcze wcześniej. Nastawiłam więc budzik na 6:00. Bambo spał. Ja, jak ta zdrajczyni zakradłam się do kuchni i przygotowałam się do iniekcji, robiąc mu zastrzyk z zaskoczenia jeszcze na śpiocha. Zdenerwował się chłopak troszkę, ale nie za mocno. Przez 10 minut przytulaliśmy się do siebie w celu zapomnienia o tym przykrym incydencie i wyglądało, że mi Bambo przebaczył. Teraz musieliśmy odczekać około 1 godziny zanim podałam leki doustne, a jest ich sporo, tak aby uchronić je przed ewentualnymi zwrotami spowodowanymi polstygminą. Nie czekaliśmy dłużej niż 15 minut kiedy pojawiły się wymioty. Ale brzuszek był pusty więc wymiotował wyłącznie śliną i żółcią. Skończyło się na 5 razach. Dziś było miło bo żadne z nich nie wylądowało na klatce czy w windzie. Wszystko pozostało w domku i na trawce. Nie musiałam więc publicznie paradować po budynku i zacierać śladów Bamba. O 7:00 podałam mu w dwóch łyżeczkach zmiksowanego jedzonka encorton, ranigast, vit.B1, gasprid, venter. Zjadł z apetytem nie zostawiając na brzegach miseczki żadnej tabletki. Nie było zwrotów J. Po kolejnych 30 minutach dorzuciłam mu dwie czubate łyżki jedzonka z ambroxolem i do mego wyjścia do pracy nie zwrócił, choć przed samym wyjściem zaczął kaszleć i obawiam się, że mogło to wróżyć rychłe zwroty. Nie pilnowany jednak z pewnością zaraz się tym zajmie i mam nadzieję, że leki pozostaną w jego brzuszku i zadziałają jak trzeba. Dziś będę mogła już ocenić, czy nowy lek działa. Pójdę z Bambem na długi spacer, na którym zawsze bez wyjątku zwracał minimum 3 razy, tzw. 3 razy były gwarantowane i się okaże, czy żołądek się zamknął choć trochę.

kwietnia 23

Dziś uzupełnię troszkę informacje o chorobie Bamba. Wstrzymywałam się do tej pory ze względu na hodowcę, który pisał i wydzwaniał do mnie, abym nie opisywała szczegółów choroby Bamba w zamian za zwrot pieniędzy za kupno Bamba. Jednakże czas mijał a hodowczyni co raz zmieniała taktykę obarczając mnie winą za chorobę Bamba i podważając diagnozy lekarskie, które stawiali weci. Ponieważ Bambo wymiotował już kilkanaście razy dziennie zdecydowałam się na endoskopię, która wykazała ewidentnie, że Bambo ma wadę wrodzoną przełyku, na tyle dużą i tak usytuowaną, że operacja jest niemożliwa a tym samym i wyleczenie go również. Nic się już nowego nie mogło stać w tej kwestii a p. Krystyna całkowicie odcięła się od tematu zwrotu kosztów licząc, że sprawa przycichnie sama. Ja jednakże czułam, że pozostawienie sprawy w takim stanie jest krzywdzące dla mnie. Kupiłam psa z wadą wrodzoną z hodowli za 2 500 zł, o której poinformowałam hodowcę przed ukończeniem przez Bamba 5 m-cy i zamiast pomocy otrzymywałam stałe uwagi i insynuacje, że ja jestem przyczyną choroby psa, bo w jej hodowli rodzą się tylko zdrowe psy. Napisałam do niej pismo wysyłając wyniki badań i film na dvd, gdzie wyraźnie widać owe wady prosząc o zwrot pieniędzy, gdyż w innym przypadku przestanę udawać przed innymi, że mój pies jest zdrowy  albo że przyczyną jego dolegliwości są niestrawności, tak by nie wyszło na jaw, że kupiłam psa z hodowli Draczyn  z wrodzoną wadą przełyku. Dziś jednak od zaprzyjaźnionego hodowcy dowiedziałam się, że p. Krystyna opublikowała mój list do niej na swoim forum i jak można się spodziewać tak przedstawiła sprawę, że uzyskała ogólny poklask dla swojej nieuczciwości. Aż dziw, że Ci sami hodowcy, którzy w innych przypadkach głosili chwalebne idee, jak to należy zwracać pieniądze nabywcom kiedy pies okaże się chory, jak to należy partycypować w kosztach jego leczenia, jak nieuczciwi bywają inni hodowcy, Ci sami w tym przypadku uważają, że zły i nieuczciwy jest ten nabywca, który dysponując opiniami lekarzy, zdjęciami oraz innymi dokumentami, iż pies ma wadę wrodzoną ( tak określiło tę wadę kilku różnych specjalistów) domaga się zwrotu pieniędzy. Ale taka po prostu jest natura ludzka. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i wady dostrzega się u obcych i wrogów a od swoich wara. Rozumiem więc, że opublikowanie listu było dla mnie odpowiedzią, że pieniędzy nie ma zamiaru zwracać, tak więc mogę teraz swobodnie i bez ogródek napisać co nowego i starego u Bamba.

Tak jak już wcześniej pisałam we wtorek pojechaliśmy na endoskopię do Olsztyna. Bez problemów trafiliśmy na miejsce. Tam czekała już na nas bardzo miła pani weterynarz, która miała przeprowadzić badanie. Zaczęło się od podania atropiny i EKG. EKG wyszło niedobrze i druga z weterynarzy, kardiolog i chyba pełniąca rolę również anestezjologa poinformowała nas, że istnieje duże ryzyko, że Bamba serce nie wytrzyma narkozy i żebyśmy podjęli decyzje sami. Był to trudny dla mnie moment. Jednakże nie ustalenie przyczyny stałych wymiotów mogło grozić szybkim zgonem Bamba. Podjęliśmy więc z Januszem decyzję i podpisaliśmy oświadczenie, że skutki ewentualnego niepowodzenia spoczną na nas. Chciało mi się płakać, ale nie było wyjścia. Weci pocieszali, że pies będzie stale monitorowany i w razie czego postarają się go wybudzić .  Po godzinie przyszliśmy po Bamba, który zaczynał dochodzić do siebie. Żył. Byłam bardzo szczęśliwa, choć krótko. Byłam szczęśliwa do momentu kiedy wet, do którego inni lekarze zwracali się tytułem profesorze nie włączył nam filmu  z gastroskopii i nie zaczął omawiać szczegółów. Okazało się, że Bambo ma susp. wrodzone idiomatyczne rozszerzenie przełyku i w związku z nim inne zmiany układu pokarmowego. Powiedział, że dwunastnica jest „pokryta kostką brukową” i, że w niej nie może dochodzić już do procesu trawienia. Pytał, czy Bambo nie ma śluzowych kup ( ale nie ma, zresztą od tego czasu stale przyglądam się jego kupom ze strachem oczekując nadejścia symptomów zapalenia jelit) Generalnie nikt nie wiedział tam, czy znajdziemy kogoś, kto wadę tę będzie mógł chirurgicznie zoperować. Nasz wet chirurg  z Rumii powiedział, że nikt tego nie zoperuje z powodu umiejscowienia wady w śródpiersiu i bliskości serca. Wczoraj kiedy zapytałam go jakie Bambo ma szanse powiedział, że nie da się go wyleczyć i określić ile będzie jeszcze żył. Podkreślił jednak, że należy próbować wszystkiego i dopiero gdyby próby te okazały się nieskuteczne myśleć o czymś innym. Pytanie moje o szanse dla Bamba wzięły się stąd, że od soboty do poniedziałku Bambo wymiotował i odkrztuszał co 5 minut. Z niedzieli na poniedziałek  w nocy nawet nie zgasiłam światła, bo non stop sprzątałam i podtrzymywałam Bamba, na przemian trzymając go w pionie to odstawiając w obawie przed zachłyśnięciem, kiedy treści żołądkowe  nie chciały już pozostać w żołądku i strzelały w górę. W poniedziałek z rana byłam zdruzgotana a w pracy nie mogłam na niczym się skupić wracając myślami do domu i zastanawiając się czy Bambo będzie jeszcze żył. Gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia całkowicie mnie zaskoczyło. Po endoskopii z dnia na dzień robiło się gorzej aż stało się tak źle, że myślałam o najgorszym. Jednak na całe szczęście okazało się, że prawdopodobnie rura tak podrażniła mu gardło, albo gdzieś się przeziębił, choć ze względu na stan zdrowia nie wychodziliśmy na dłużej niż 15-20 minut, że dolegliwości te pochodziły z gardła i po podaniu antybiotyku Bambo wrócił do życia a ilość zwrotów do stanu sprzed endoskopii. Wczoraj rozpoczął nową kurację, która ma spowodować zmniejszenie wymiotów do 2-3 dziennie a z tym mógłby może jeszcze trochę pożyć. Będzie teraz dostawał polstygminum codziennie w zastrzyku, to taki lek, który ma zmusić żołądek do zamknięcia się. Trochę się tego pierwszego razu bałam, gdyż opis wszystkich możliwych reakcji Bamba na ten lek mocno mnie przeraził, ale na całe szczęście nic z nich nie zaobserwowałam. Bambo spał całą drogę do domu a później również spał prawie do samego rana. Jedynymi objawami jakie zaobserwowałam to były ataki jakby duszności, pies wciągał powietrze bardzo głośno naprężony i spięty i jakby nie mógł wciągnąć. Trwało to około minuty i powtórzyło się razem 5 razy. Odkrztuszał też dziś z rana dużo bardziej gęstą wydzielinę niż zawsze, ale śniadanie z lekami zjadł. Kilka razy miał odruch wymiotny ale jednak do momentu wyjścia do pracy nie zwrócił. Ten lek to nasza ostatnia deska ratunku. Więc bardzo w niego wierzę. Wysłałam też film dvd do Niemiec na konsultację i czekam na opinię tamtejszych weterynarzy. Zobaczymy co powiedzą.

kwietnia 08

Dzwonił dziś wet, że jesteśmy umówieni na badania endoskopowe na wtorek 15 kwietnia w Olsztynie(bronchoskopia, gastroskopia i echo serca). Bardzo się cieszę, że to wreszcie będziemy mieli za sobą i dowiem się czegoś więcej o Bamba chorobie a może nawet da się go zoperować. Od rana od poniedziałku Bambo będzie głodował i wierzcie mi,  że będę z tego powodu cierpiała pewnie bardziej niż on  :P . Strasznie nie lubię mu czegokolwiek ograniczać. W poniedziałek też jedziemy do Rumii zrobić wszelkie niezbędne badania krwi tak aby w Olsztynie już się tym nie zajmować. Mamy bowiem czas ograniczony powrotnym samolotem Janusza. Bardzo się cieszę, że badanie wypadło akurat podczas jego pobytu, gdyż będzie mi zdecydowanie raźniej. Okazało się też, że mam znajomego weta, który praktykuje od 20 lat w Niemczech. Wyniki badań mam mu przesłać mailem i jeśli nie on to może wskaże mi kto może zająć się Bambem. Muszę się pożalić, że w ostatnich dwóch tygodniach częstotliwość zwrotów mocno wzrosła, choć obchodzę się z Bambem jak z przysłowiowym zgniłym jajkiem-bardzo ostrożnie. Wczoraj wracając z nim z krótkiego siusiu około 23:00 wysiadając już z windy haftnął fontanną na buty jednego z lokatorów naszego domu. Było mi bardzo niezręcznie, tym bardziej, że butki były zamszowe. Dobrze jednak, że jeść dostaje zawsze po spacerze, więc zwrócił samymi żółtymi sokami żołądkowymi. Jeśli szybko facet  buty przeprał nie powinno być śladu. Niestety podobne temu sytuacje zdarzają się dość często i cieszę się, że dotąd trafialiśmy na wyrozumiałych ludzi. No, poza jedną sklepową nocnego, w którym do tej pory kupowałam duże kubki ulubionych lodów Korala, która dwa dni temu zwróciła mi uwagę, że z Bambem do sklepu nie mogę wchodzić a na pytanie dlaczego odpowiedziała, że innym ludziom się to nie podoba. Spojrzałam po osobach robiących akurat w nim zakupy i zapytałam, czy mają coś przeciw, ale oni zaprzeczyli. Tak więc sklepowa oświadczyła, że inni mają, Ci, których w sklepie teraz nie ma.  W związku z tym faktem mam o jeden sklep mniej. Może nie jest mi aż tak żal, bo od dłuższego czasu nie mogłam tam dostać swoich ulubionych lodów. Został mi jeszcze jeden spożywczy, w którym Bambo nadgryzł raz pomidora a raz gruszkę ( trzymają nisko skrzynki z owocami i warzywami ) i kilka razy już zwrócił, ale tam chyba nic się nie zmieni, bo to malutki sklepik i większość właścicieli małych piesków robi zakupy razem z nimi. Robiłam tam zakupy z Boną, z Mambem, z Kamilowymi Nasty i Yukkie i robię teraz z Bambem. Nigdy nie zostawiam psa samego przywiązanego przed sklepem.