lipca 31
Bezsilność i czarna rozpacz…takie uczucia dziś mną targają. 9 dzień kolejnej serii i właściwie zero reakcji na lek. Czyżby organizm zaczął go ignorować, czy to raczej sprawka mniejszej dawki encortonu? Zaczekam jeszcze przez weekend i jeśli nie będzie znacznej poprawy skonsultuję się z wetem.
W nocy wymiotował..takie silne torsje…i mnóstwo żółci…i tulenie…i mizianko…i znów się nie wyspałam.
Sierść wypada garściami.
Nadzieja ze zwątpieniem przeplatają się raz po raz. Radość i łzy. Wiara i żal. Znów iskierka w tunelu i znów kolejne tąpnięcie. I tak w kółko.
Dodane w pieskie życie | 1 Komentarz »
lipca 22
Byliśmy dziś u weta na kontroli. Zabrałam ze sobą notes, w którym zapisuję kiedy, po czym i ile Bambo zwrócił abyśmy mogli przeanalizować czy sekwencyjne leczenie dało rezultaty. Wet potwierdził moje spostrzeżenia, że na Bamba to nie zaskutkowało. Mimo faktu nie spuszczania go ze smyczy i mocnego ograniczenia ruchu ilość zwrotów dochodziła do 6 dziennie. W poniedziałek spuściałam go na 15 minut po raz pierwszy od dawna, bo strasznie chciał pobiegać z pewnym dogiem. W ciągu tych kilkunastu minut zwymiotował 5 razy mimo, że posiłek - 2 łyżki stołowe otrzymał 3,5 godziny wcześniej. Wet zmienił więc koncepcję leczenia. Teraz będzie otrzymywał zastrzyki z polstygminy codziennie przez 30 dni. Dopóki lek nie zadziała i organizm się nie przystosuje nadal mam go nie spuszczać ze smyczy, bo szkoda podrażniać gardło, ale za tydzień ma normalnie znów biegać. Energii ma full i ma ją spalać. Poskarżyłam się też, że strasznie znów gubi sierść, ale wet mnie uspokoił i powiedział, że to jest jeszcze do przyjęcia. Ustaliliśmy też, że olej lniany mogę podawać spokojnie w ilości 2 łyżeczek od herbaty dziennie. Jestem ciekawa, czy wpłynie to na stan sierści. Bo na stan śluzówki na pewno wpływa kojąco. I bardzo poprawia wartości smakowe bambinej papki. Wylizuje miseczkę jak nigdy dotąd. Spróbowałam go i faktycznie jest aż słodziutki. Zaczęłam go też stosować do sałatek. Bije o niebo najlepszą oliwę z oliwek -smakiem i wartościami. Poza tym wet zauważył, że Bambo znów przybrał, i że udaje się go utrzymać w dobrej kondycji. Osłuchał, dokładnie przebadał stan narządów wewnętrznych - powiększeń i zgrubień brak. Bambo jak za dawnych dobrych czasów wycałował weta z własnej inicjatwywy i ani razu nie pokazał zębów i nie wydał podejrzanych dźwięków.
Dodane w pieskie życie | Brak komentarzy »
lipca 20
Kupiłam dziś Bambowi nową zabawkę - niebieski ring gumowy z bolcami do czyszczenia zębów o smaku waniliowym firmy Karlie. Od dwóch godzin namiętnie się nim bawi i wygląda na to, że będzie to druga zabawka, która wytrzyma jego zęby. Szkoda, że przy okazji zabawy tak strasznie się ślini, gdyż zaślinił juz całą kapę naszego łóżka a jakoś nie ma ochoty na dziamganie go na ziemi. Co go zrzucę to podnosi go i wskakuje na powrót na łóżko
. Kupiłam mu również olej lniany i rzepakowy nie rafinowany tłoczony na zimno, z którego składa się właściwie gammolen. Od dziś zamiast kapsułek będzie dostawał po łyżeczce oleju do swojej papki. Ten pomysł podał mi nasz wet. Pytałam go jak długo mogę podawać gammolen na co on podpowiedział mi, że gammolen to nic innego jak nienasycone kwasy omega 3 i omega 6. Poczytałam w inetrnecie i faktycznie wygląda na to, że oba te oleje będą jeszcze lepsze niż kapsułki, nie wspominając już o zmniejszeniu wielokrotnym kosztów zakupu.
W piątek przez kolegę z pracy przekazałam do schroniska obroże i szelki, które zamawiałam dla Bamba w sklepie Woza, a z których wyrósł z prośbą by czerwoną obrożą z ćwiekami srebrnymi upiększyć Bambusia - nowego podopiecznego. Może pomoże mu ona w znalezieniu osoby, która zdecyduje się go zabrać ze schroniska i pokochać. Dodatkowo dołożyłam Frontline dla niego. Kupiłam go wcześniej z myślą o Bambie, ale wet zabronił mi go stosować. Powiedział, że Bambo dostaje tyle toksycznych leków w związku ze swoją chorobą, że stosowanie dodatkowych toksyn mocno obciąży jego zdrowie. Tak więc lepiej wykręcać kleszcze a nie stosować preparatów chemicznych. Właściwie tylko raz znalazłam na skórze Bamba kleszcza. Chodzimy do lasu codziennie, ale ponieważ nie spuszczam go ze smyczy nie ma okazji myszkowania po krzaczorach to i szansa na kleszcza jest niewielka a pchły nam nie grożą.
Dodane w pieskie życie | Brak komentarzy »
lipca 14
Gruba dupka leży koło mnie na naszym wielkim nowym łóżku i łypie ku mnie okiem
. Zaraz idziemy na ostatni spacer. Dziś Bambo spróbował arbuza. Nie uznał go w przeciwnieństwie do banana czy truskawki za coś wartego uwagi. Pociumkał ale nie poprosił o kolejny kawałeczek. Żarłok z niego wielki, więc mozna przyjąć, że arbuz mu nie zasmakował.
Przeszedł też całkowicie na karmę dla dorosłych psów - pozostalismy przy Royalu i od kilku dni pije zamiast mineralki wodę z kranu. Stał się więc zupełnie dorosłym buldożkiem
Postanowiłam też zaadoptować wirtualnie pieska z jednego z pomorskich schronisk. Zawsze chciałam to zrobić, ale wszystko pozostawało na etapie chcenia. Teraz jednak decyzja została podjęta, piesek wybrany - nazywa się Bambuś
i od lipca zaczęliśmy wspomagać jego utrzymanie. Poproszę Kamila by w wolnej chwili utworzył taki kącik adopcyjny, w którym będziemy mogli umieścić zdjęcia naszego podopiecznego i coś na jego temat napisać.
Dodane w pieskie życie | Brak komentarzy »
lipca 09
30 czerwca byliśmy na wizycie kontrolnej u weta. Znów nieziemska kolejka i godziny oczekiwań. Bambo jako jedyny próbował zaczepiać wszystkie psy, i te malutkie i te wyglądające naprawdę groźnie. Znów ktoś zauważył, że Bambo jest fenomenem wśród pacjentów - wesoły, stale skory do zabawy, gdy inne psy skulone pod krzesłami szukały tylko okazji by opuścić poczekalnię. Większość psów była wnoszona lub chociaż popychana do gabinetu kiedy Bambo żwawym truchtem wparował do niego i z radością dał się postawić na szklanym stole. Zreferowaliśmy zachowanie Bamba – znów wielokrotnie powtarzające się wymioty, mimo, że nie spuszczam go ze smyczy, spacery skracam do minimum i z dala omijam psy sąsiadów by chociażby tym obniżyć dzienną ilość zwrotów. Jak to Janusz określił, że trudno się w lesie zgubić, bo po śladach wymiocin łatwo trafić z powrotem do domu. Ale te zapobiegawcze działania nie pozwalają uzyskać zadawalającego mnie efektu zminimalizowania ich do 3 dziennie. To wszystko mnie okropnie stresuje i poczucie bezsilności powoduje nachodzące mnie fale przygnębienia i złego nastroju. Bambo uwielbia gryźć patyczki, albo chociaż je nosić. To samo dotyczy szyszek. Wszystko wyciągam mu z pyska i strofuję kiedy próbuje się w ten sposób bawić. Wtedy on chociaż listek z krzaczka ukradkiem zerwie co niestety kończy się natychmiast zwrotem treści żołądkowych. Jestem wtedy zła na niego, a zraz potem zła na siebie, że byłam zła na niego za to tylko, że jest pełen energii i chce się bawić. Za co tu być złym?! Przecież to dzieciak jeszcze a do tego nie rozumiejący wcale, że te wszystkie szybsze ruchy, podskoki czy chwycony patyk powodują natychmiast odruch wymiotny a w konsekwencji, że to wszystko co udało mi się z taką starannością utrzymać w jego brzuszku przez poprzednie 4 godziny nagle wylewa się a cała poprzednia praca idzie w diabły. Wet twierdzi, że do wszystkiego da się przyzwyczaić. Może i tak. Ale mi przychodzi to z trudnością. W każdym razie zmieniliśmy teraz taktykę leczenia w poszukiwaniu najlepszej z najmniej szkodliwych dla zdrowia Bamba metod leczenia. Poszukujemy minimalnej dawki polstygminy, którą Bambo mógłby przyjmować, a która by w efekcie utrzymywała treść pokarmową w żołądku. Na początku zastrzyk co dwa dni, a od dziś co 5 dni. Cały czas robię notatki, ale nie wygląda to różowo. Tak naprawdę tylko kiedy brał lek codziennie i oczywiście nie biegał i nie wkładał żadnych rzeczy do pyszczka udawało się przejść przez dzień bez zwrotów, choć też nie stale. Przetestowaliśmy dziesiątki zabawek i zabawa tylko jedną z nich nie powoduje działań ubocznych – jest to niebieska, przezroczysta tuba firmy Petstage, której nie jest w stanie zjeść i kawałeczków połknąć a i bawiąc się nią nie ma odruchów wymiotnych. Wszystkie inne lateksowe kaczki i inne zwierzątka reklamowane jako niezwykle odporne na gryzienie nie zdały egzaminu. Kupowałam nawet takie, którym nasze husky nie mogły dać rady a dla Bamba okazywały się być zabawkami jednego dnia. Więc w domu mamy jedną jedyną niebieską tubę, którą zresztą Bambo uwielbia i to wszystko. Od środy mamy też z Bambem nowe wielkie łóżko z twardym materacem. Ach, jak nam się śpi. Nikomu nie chce się rano wstawać…ani mi do pracy, ani jemu na siusiu. Musi być faktycznie wygodne, bo od kilku dni, kiedy przychodzę po pracy do domu Bambo zamiast stać pod drzwiami jak to zwykł był robić przeciąga się sennie na łóżku i dopiero po kilku sekundach zeskakuje zaspany by się przywitać J Od poniedziałku też zmniejszyłam ilość spacerów po pracy do dwóch. Jeden 15 minutowy zaraz po powrocie z pracy i jeden 30-40 minutowy przed snem i przed podaniem wieczornej porcji leków, aby ich na nim nie zgubić. Mamy też dwa spacerki rano. Jeden o 6:15 trwający 15-25 minut i drugi przed samym wyjściem do pracy około 7:30 na jedno siusiu. Nowy rozkład został przez Bamba przyjęty bez zastrzeżeń..
Dodane w pieskie życie | Brak komentarzy »