Dziennik - listopad, 2008

listopada 29

Wygląda na to, że sytuację udało się opanować. Noc minęła spokojnie a i Bambo wygląda normalniej. Zabawki co prawda nadal schowane, ale humor dopisuje nam obojgu. Obyło się bez Cerenii. Od jutra zaczniemy wychodzić z Famosanu-dostanie go już tylko wieczorem i tak samo w poniedziałek. Od wtorku pozostaniemy wyłącznie na starych lekach. Tak się cieszę, że wszystko wraca do normy, bo tak bidulek strasznie wygląda przy tych zaostrzeniach choroby, że nie mogę  na to spokojnie patrzeć. Jutro już może ściagnę mu jakąś zabawkę i poszarpiemy się  kilkanaście minut. Znów straszliwie gubi włosy. Zaobserwowałam, że jest to wprost proporcjonalne do ilości wymiotów i stanów zapalnych przełyku. Wyczesałam z niego dwie garści włosów i jeszcze by można, ale się wzbraniał i nie chciałam go nadmiernie męczyć. Dziś był też nad wyraz wylewny i dostałam mnóstwo całusów. Właściwie za każdym razem jak moja twarz znalazła się na jego wysokości, a było to dość często, bo przyszła kolej na sprzątanie mieszkania, otrzymywałam słodkiego buziaka. Właściwie to musiałam się nawet odganiać od nich tak mnie nimi zasypywał :)

listopada 27

Zaraz po pracy Bambuś dostał Famosan i do wieczora już nie zwymiotował. Nawet poprawił mu się nieco humor, choć nadal zamiast leżeć zasypiał na siedząco. W nocy przemieszczał sie troszkę po łóżku. Spałam czujnie przez cały czas kontrolując sytuację. Do żadnych ekscesów nocą jednak nie doszło :) Rano dostał leki a po 15 minutach śniadanko. Nie podałam mu jeszcze Cerenii, bo to silny środek i dziś ocenię, czy będzie konieczny, czy sam Famosan poradzi na Bambusiowy spadek formy. Wierzę, że tak będzie, bo rankiem nieśmiało się do mnie uśmiechnął, co biorę za dobry znak.

listopada 26

Od 4:00 Bambo się wiercił. Czuwałam więc aby nie zaskoczyły nas wymioty w łóżku. Udało się. Poranny spacer też bez zwrotów. Wczoraj kupiłam leki na robaki, aby odrobaczyć Bamba przed zabiegiem. Podałam mu więc je przed śniadankiem. Nie trzeba było więcej niż 2 minut aby wszystko zwrócił. Spróbowałam podać je ponownie z tym samym skutkiem, choć tabletki wcisnęłam w namoczone granulki karmy. Ponownie zwymiotował treścią żołądkową. No nic. Więcej tabletek nie mam. Odrobaczę go innym razem.

Popłakałam się. Czuję, że znów przed nami gorsze dni i nieprzespane noce. W drodze do pracy trudno było utrzymać makijaż na właściwym miejscu.

Nie mogłam doczekac się 12:00. Stale myślę o Bambie. Skontaktowałam się telefonicznie z wetem i ustaliliśmy, że Bambo dostanie dodatkowo Cerenię przez najbliższe 3-4 dni oraz Ranigast 3 razy dziennie przez kolejne 5 dni. Może to zastopuje wymioty i uspokoi na tyle organizm, że jednak większość pokarmu zostanie wchłonięta.

Jeszcze dziś jest Janusz. Zadzwoniłam do domu sprawdzić co u nich słychać. Bambo w przeciwieństwie do poprzednich dni nie nagabywał go do zabawy. Spędził godzinę pod stołem w kuchni siedząc osowiale a potem poszedł spać i śpi do tej pory. 

listopada 25

Byliśmy dziś u weta na kontroli. Omówiliśmy dalsze leczenie Bamba. Tak jak wcześniej wspominałam lekarze z Brna nie są już tak pewni, że to co operowali to na pewno był jedyny powód Bambowego wymiotowania i na pytanie dr Kończaka czy podtrzymują decyzję o ponownej operacji tak odpowiadają:

thank you for your e-mail. Unfortunatelly I can not give you any wonderfull suggestion. The Prognosis is poor. Pyloric hypertrophy could be consequence of other disease and nobody knows which one… You can try give him hypoalergenic food (hydrolised diet or home made from exotic meat and prednisolon (the primary disease could by hypersensitivity) and in case of no improovement I suggest phenobarbital 2,5 mg/kg BID (a type of epilepsy could have vomiting as only one sign) - you have to wait 4 weeks, until the blood level of pheno is stable.

Bambo zwymiotował dziś 7 razy. Pierwszy raz o 7:00 jeszcze przed porannym spacerem i śniadniem. Zwrócił sporą część wczorajszego obiadu z 16:30. Jedzonko było tylko lekko nadtrawione. Potem dwukrotnie zwymiotował na spacerze o 16:00, tym razem śniadankiem: raz, bo przestraszył się przelatującego szeleszczącego woreczka, a drugi raz buldoga amerykańskiego, który zaatakował go przez płot. Później kolejny raz w domu, kiedy suczka sąsiadów ogonem zapukała do naszych drzwi. Kolejne dwa w samochodzie w drodze do weterynarza i jeden po powrocie.Jestem znów przygnębiona. A już tak się cieszyłam.

Umówilismy się na 4 grudnia na kastrację. Jutro odrobaczę Bamba.

listopada 22

Dzisiejszej nocy puściły lody :) Ciepła wilgotna mordka całą noc spędziła na mojej szyi wtulając się tak mocno jak nigdy dotąd. W każdym razie tak mi się zdawało. Łapki pod siebie podkulone a łebek zadarty opierał się gdzieś między uchem a policzkiem. Chrapliwy oddech kołysał mnie do snu. Jakże mi tego brakowało :)

Rano ziewnięcie i ten uśmiech. Co to był za wspaniały poranek. Poleżeliśmy parę minut przytulając się do siebie zanim zdecydowałam się na poranny spacer. Po spacerze wszystko już było tak jak dawniej. Zabawki, rzucanko, szarpanko i poszczekiwanko, kiedy zbyt długo zwlekałam z kolejnym rzutem.

W nocy spadł śnieg. Bambo wyraźnie się ucieszył mogąc podrzucać jego cząstki mordką w górę. Przymierzyłam mu golfik, który kupiłam na początku roku. Był dobry i nadal w nim pieknie wygląda, choć nie był zadowolony, że go tak wystroiłam. Natomiast ortalionik z polarkiem zakupiony w Szafie dla psa jest nieco przymały i chyba będzie mu trzeba kupić większy - no, chyba, że tej zimy chętnie będzie wychodził wieczorami z domu. W zeszłym roku, kiedy wiało, nie można go było namówić na spacer. Dopiero po zakupie ortalionko-polarka można było spędzić na dworze więcej niż pięć minut. Był jednak szczenięciem. Teraz wszystko może się zmienić. W końcu to dorosły samiec i może się wstydzić paradować przed domem w ubranku.

listopada 21

Wczoraj o 18:30 przywitał mnie na lotnisku z pewną rezerwą. Niby cieszył się, ale nie tak jak zawsze. Bambo spędził pierwsze w tym roku dni beze  mnie. Pierwsze cztery z moim wujostwem a kolejne z Kamilem w Warszawie. Podobno był grzeczny. Biegłam do niego przez całą salę przylotów ciesząc się, że znowu się przytulimy a on całkiem umiarkowanie mnie przywitał. Mam za swoje. Muszę teraz odpokutować pozostawienie go u “obcych”. Muszę przyznać, że było mi wczoraj bardzo przykro z powodu jego braku wylewności. Wracaliśmy autobusem z grupą koleżeństwa z pracy. Bambo najpierw chrapał czym wzbudził podziw nawet najtęższych panów a potem kilka razy puścił bączka, tak, że jeden z kolegów zmienił zaraz po pierwszym miejsce. Dobrze, że ludzie byli wyrozumiali i nie kazali nam wysiadać, hihi. Poszłam dziś na chwilę do pracy i po powrocie Bambo przywitał mnie jakby nieco radośniej. Może uznał, że wystarczy tej kary :) W każdym razie bardzo się staram aby mi już wybaczył.

Podczas mojego wczasowania przyszedł mail od naszego Weta. Skontaktował się z dr Hanzlickiem w sprawie kolejnej operacji.  Niestety odpowiedź nie była jednoznaczna i na pewno nie optymistyczna. Jednak powoli przyzwyczajam się do Bamba “niepełnosprawności”, więc nie oczekuję juz cudów. Nadeszła jesień i w związku z krótkimi dniami, po powrocie z pracy nie mamy mozliwości chodzenia na dłuższe spacery, czy też spotykania innych psów zbyt często. Chodzimy na 15 minutowe spacerki w dni powszednie i Bambowe zwroty ograniczają się do około 2 dziennie. Poza tym jest ciemno i wielu rzeczy już nie dostrzegam tak jak latem. Ilość ta zwielokrotnia się w weekendy, kiedy mniej śpi a więcej się rusza. Ale wszystko to jest do zniesienia. Najważniejsze dla mnie jest, że od miesiąca nie zwrócił w nocy na pościel ani razu i zaczęłam się wysypiać. Wygląda też, że nie gubi wagi. To wszystko bardzo mnie cieszy i niczego już więcej nie oczekuję. We wtorek idziemy z wizytą kontrolną i zastanowimy się nad zastosowaniem nowych leków, które zaproponowało Brno.

Bambo siedzi obok i patrzy na mnie z wyrzutem. Chciałam mu dać buzi, ale się odsunął. Chyba jednak kara trwa nadal. No nic. Idzie weekend. Może uda mi się go udobruchać :P