Ostatnio zawalona pracą nie mam specjalnie czasu by tu zajrzeć. Ale żyjemy i mamy się dobrze - dobrze, o ile można tak powiedzieć o psie , którego trzeba obejmować specjalną troską. Kończy się zima a dni stają się coraz dłuższe. Z dłuższymi dniami wydłużają się spacery a z nimi wprost proporcjonalnie Bambowe wymioty. Nie ma szans by zabłądzić w okolicy, bo po ich śladach można znaleźć drogę powrotną do domu. Coraz więcej pojawia się też chwil do ekscytacji a to zawsze też kończy się tym samym. Wczoraj nawet radość z powodu mojego powrotu do domu skończyła się zwrotem części śniadanka. Są dni, w których wydaje mi się, że przyzwyczaiłam się już do jego choroby i do stylu życia narzuconego przez tą sytuację, kiedy to zdaje mi się, że jest prawie normalnie i z uśmiechem widzę naszą przyszłość , po czym powracają takie, w których pojawia się obawa o jego los. Ale tak to już widać musi być. Za dziesięć dni wyjeżdżamy “służbowo” do Siedlec. Mam nadzieję, że podróż minie bez większych incydentów a kierowca i służbowy samochód nie zaprotestują przed kolejnym z nami wyjazdem.
Dziennik - luty, 2009
Padał dziś śnieg wielkimi płatkami. Bambo próbował złapać w pycho niektóre z nich. Podskakiwał w górę i stawał na tylnych łapach robiąc przy tym prześmieszne miny. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Ubawiłam się serdecznie.
Wróciliśmy wczoraj z pierwszej w Bambowym życiu delegacji. Bambo spisał się na medal. W sypialnym do Krakowa zachowywał się bardzo przyzwoicie, choć przez całą noc czujnie obserwował widoki za oknem. Stukot i szum pociągu zagłuszał jego chrapanie, tak, że moje współtowarzyszki podróży nie potrzebowały stoperów by troszkę się zdrzemnąć. W Sympozjum & Spa zachowywał się wzorcowo i grzecznie wyczekiwał moich powrótów. W trakcie krótkich przerw kiedy pojawiałyśmy się z Beatą w pokoju natychmiast przytulał się do mnie na łóżku i domagał się pieszczot. Kiedy tylko wychodziłam bez namysłu przeskakiwał na łóżko koleżanki by przytulać się do niej. Bambo to niezwykle towarzyski piesek. Najgorsze okazały się spacery, gdyż w okolicy hotelu nie było prawie zielonych miejsc. Jedyne co udało nam się znaleźć to wąski pas zieleni wzdłuż trzypasmowej ulicy. Udało się nam przeżyć ten okres bez większych sensacji. Raz tylko zwrócił jedzonko wprost na przeciwko hotelowej recepcji. Poszłam nawet do baru w celu zorganizowania jakichś serwetek, ale okazało się to zbyteczne, bo po powrocie Bambo zdecydował się jednak nie marnować żarcia i wtrząchnął granule z powrotem ku wielkiemu obrzydzeniu odpoczywających w holu gości
Powrót do domu był nieco bardziej uciążliwy, gdyż jechaliśmy 9 godzin na siedząco. Była to co prawda pierwsza klasa, jednak nie było na tyle miejsca by Bambo zmieścił się obok mnie na naszym fotelu. Pół drogi spędził więc na moich kolanach co chwila przestawiając nóżki i robiąc mi kolejne siniaki. Potem jednak moja sąsiadka udostępniła mu część swojego fotela i było trochę wygodniej. Jednak o spaniu nie było mowy, a miałam duże zaległości w tym temacie. Inni próbowali podsypiać z różnym efektem a ja pilnowałam Bamba. Cieszę się, że towarzystwo miało duże poczucie humoru i jego bąki non stop nie budziły agresji a tylko nerwowy śmiech
Konduktor sprawdzający bilety zażądał pokazania kagańca i byłam już pewna, że się nie odczepi, ale na szczęście odpuścił. Kolejne kontrole już się nie czepiały z tego powodu. Natomiast to co jest ciekawe, to fakt, że aby jechać sypialnym z psem , przy zakupie biletu, trzeba mieć zgodę wszystkich pasażerów. A żeby to udowodnić musiałam pokazać wszystkie trzy bilety naszego przedziału. Sprawa oczywiście nie dotyczy przedziałów z miejscami siedzącymi.
W miniony weekend mieliśmy całkiem porządną pogodę. Przede wszystkim nie wiało, choć słońca nie było zbyt wiele. W oba dni zrobiliśmy długie spacery po lesie. Bambo szalał między drzewami robiąc długie zajęcze susy. Na całe szczęście nie natrafił na żadną ludzką kupę i mogliśmy tulić się ile wlezie i zjeść wspólnie loda na patyku :). W środę przed Bambem pierwsza podróż sypialnym wagonem do Krakowa. Jedziemy razem na konferencję. Jestem ciekawa jak nam ta delegacja wypadnie. Zaraz pojadę kupić mu bilety. Jedyny kłopot to te wszystkie rzeczy, które muszę zabrać ze soba i pomieścić w jednej walizeczce wraz ze swoimi garniturami. Miski, suche jedzenie, jedzenie namoczone przygotowane na śniadanko, leki, chusteczki higieniczne nawilżone, papier do sprzatania wymiocin i jakieś woreczki aby to schować, ręcznik, czy też kocyk, aby położyć na siedzeniu w taksówce, tak by kierowca zgodził się nas zabrać. Nie mogę wziąć go na kolana, bo nóżkami całą by mnie pobrudził, a nie mogę przecież zabierać drugiego płaszcza na przebranie. Nie wiem jak się pomieszczę
Chyba powinnam zrobić dzisiaj generalną próbę ![]()