Dziennik - marzec, 2009

marca 31

Prawdę mówiąc dziennik miał sens, kiedy mogłam w nim utrwalać wszystkie myśli, które nachodziły mnie w ciagu dnia. Kiedy jednak hodowca obrócił to wszystko w krucjatę przeciwko niemu a każde tu zapisane zdanie przedstawiające moje problemy  z Bambem było komentowane jako chęć zniszczenia i oczernienia uczciwego hodowcy trochę straciłam zapał. Bo jak tu opisywać zdarzenia pomijając pewne stwierdzenia, które same pchały mi się na “klawiaturę”? Jak opisać zmagania z “żywiołem”, którego nie można po prostu nazwać “Christiną”? :P

Nie sądziłam jednak, że są i tacy, którzy czytają nasze wspominki z czystej życzliwości.  Bardzo jest mi miło z tego powodu.

Prawdą jest  i to, że trudy związane z Bambową chorobą spowodowały , iż zwykłe rzeczy wydają się o wiele przyjemniejsze i radośniejsze niż przy posiadaniu z natury zdrowego psa. I może na tym powinnam się skupić :)

W sobotę i w niedzielę byliśmy na spacerze nad morzem. Bambo uwielbia dokazywać na piachu, mimo, że wówczas wymiotom nie ma końca.  Nie wiem czy powodem  tego jest jego ekscytacja otoczeniem, czy też piasek, który dostaje się do pyszczka podczas zabawy, a może jedno i drugie. W związku z tym staram  wypuszczać się z nim nad morze przynajmniej po upływie 7 godzin od śniadanka, tak by w brzuszku było jak najmniej treści. Jednak te niedogodności w niczym nie umniejszają mu frajdy z gonienia mew i wciągania tych wszystkich zapachów, po które przyjeżdżają nad morze ludzie pokonując setki kilometrów.  Jeśli są miny, które można nazwać minami szczęścia to Bambo ma właśnie taką kiedy zbliżamy się do pierwszych wydm. Podczas niedzielnego spaceru spotkaliśmy młodych ludzi z dwoma rocznymi buldożkami. Biało czarna suczka miała tak duże uszy, że uginały się do przodu pod swoim ciężarem, przypominając wyglądem uszy Kłapouchego. Namówiłam Bamba na zabawę w towarzystwie dwóch “prosiaczków” ale ten wykradł im patyk i dawaj w nogi. Jak tylko samczyk się do niego zbliżał Bambo najeżał się i warczał i uciekał z patykiem nie na tyle jednak szybko, by zniechęcić nowego kolegę do gonitwy. Dziewczynka była delikatniejsza i wyraźnie bała się Bambusia rezygnując z zabawy. Mały jednak nie dawał za wygraną i udawał, że nie boi się starszego kolegi. Patrząc jak psy biegają strasznie pozazdrościłam ich właścicielom, że mogą mieć dwie bulwy - dwa szczęścia pod jednym dachem. Tak bardzo bym chciała aby Bambo miał przyjaciela, do którego mógłby się przytulić kiedy jestem w pracy, z którym mógłby podokazywać. A tak zdany jest tylko na moje towarzystwo. Po moim powrocie nie spuszcza ze mnie wzroku nawet przez chwilę. Gdy siadam - on jest obok, kiedy wstaję natychmiast zeskakuje i namierza dokąd idę. Kiedy sie kładę często wskakuje szybciej niż zdążę to zrobić sama i już czeka żeby się przytulić. Kiedy sie kąpię stoi pod kabiną i wpatruje się we mnie, często z nosem przyklejonym do szyby, kiedy suszę włosy siada dupeczką na mojej stopie. Najgorsze chwile przeżywa, kiedy w kuchni na kocherku popijam herbatę. Wówczas nawet stopy są powyżej jego zasięgu. Chodzi wtedy w okół krzesła z nieszczęśliwą miną i po paru minutach stając na tylnych łapkach szturcha mnie mordką i podgryza. Kiedy nie uzyskuje zamierzonego efektu zaczyna szczekać, namawiając mnie bym przeszła do pokoju na fotel, po czym szczęśliwy sadowi się na kolanach i już uspokojny układa się do drzemki. Wszystko to mnie bardzo śmieszy, choć rodzina twierdzi, że to nieco chory układ :) Koleżanka opowiadała mi, że w którąś sobotę psi psycholog zajmował sie podobnym przypadkiem w TV. Ponoć pies nie powinien szukać kontaktu dotykowego z właścicielem kiedy tylko ma na to ochotę, ale wyłącznie wówczas, kiedy chce tego właściciel. Może  to i prawda, ale bardzo smutna.

marca 18

Co nam się dzisiaj przydarzyło? Każdego ranka przy okazji porannego spaceru z Bambem wstępujemy do osiedlowego sklepiku po świeży sok marchwiowy. Dzisiejszy spacer niczym by się nie wyróżnił gdyby nie to, że chwilę po tym, jak opuściliśmy z Bambem sklepik usłyszałam za swoimi plecami roztrzęsiony głos ekspedientki:

- Proszę pani, pani pies narzygał w moim sklepie!

Odwróciłam się nieco zawstydzona i wróciłam do sklepu aby to posprzatać. W trakcie sprzątania musiałam wysłuchać, że to już drugi raz i ostatnim razem ekspedientka musiała zamknąć sklep, żeby to posprzątać i o mało nie umarła. Faktycznie, kiedy na nią spojrzałam zobaczyłam rozdygotaną kobietę w średnim wieku, dla której starcie Bambowych wymiocin mogło być wyzwaniem życia. Przeprosiłam więc i obiecałam, że opuszczając jej sklep w przyszłości będę uważniej kontrolowała, czy Bambo nie zwrócił w jej sklepie. Czułam się zakłopotana conajmniej w takim stopniu jakby mój pupil zrobił umyślnie kupę na środku jej sklepu. Jednak postanowiłam nie wtajemniczać jej w chorobę Bamba tylko dzielnie przyjąć ciosy. Wracając do domu pocieszałam się wspomnieniami, że kiedy zwymiotował na  jasne zamszowe buty pasażera windy czułam się jeszcze gorzej :(

marca 13

Bambo spisał się na medal. O 13:00 planowaliśmy wyjazd do Siedlec. Wyszłam więc z pracy odpowiednio wcześniej by zdążyć pospacerować z Bambem przed podróżą. Wyjechaliśmy planowo służbowym Nissanem i bez postojów dotarliśmy na 19:00 do Siedlec. Usiadłam z Bambem za kierowcą-bo to ponoć najbezpieczniejsze miejsce w samochodzie a poza tym kiedy sama nie prowadzę to odczuwam duży dyskomfort siedząc z przodu. Bambo z początku się wiercił ale później położył się częściowo na moich kolanach i leżał grzecznie juz do końca. Troszkę pewnie przeszkadzały mu pasy, które dla jego bezpieczeństwa w trakcie jazdy samochodem nabyłam jeszcze w zeszłym roku. Zaraz po przyjeździe poszliśmy na spacer, na kilka siusiu , by potem spokojnie się zameldować w hotelu Arche w Siedlcach.  Zaraz po rozlokowaniu się w pokoju Bambo dostał swoje jedzenie. Musiał być głodny, bo od śniadanka nic nie jadł. Pokój był skromny ale czysty i to było dla mnie najważniejsze. Nie chciałam aby Bambo podczas mojej nieobecności wcinał paprochy z podłogi a potem wymiotował. Jednak poza tym nie mogę nic pozytywnego powiedzieć o hotelu i odradzam go wszystkim niepalącym i nie śpiącym kamiennym snem. W pokoju bowiem czuć było smród papierosów i słychać było rozmowy z recepcji, mimo iz pokój mój znajdował się na samym końcu korytarza. Byłam zmęczona podróżą wiec zaraz po filmie zgasiłam światło i położyłam się spać. Jednak kiedy tylko zasypiałam budziło mnie nagłe szczeknięcie Bamba, którego również denerwowały odgłosy dochodzące z korytarza: kroki, trzaśniecia drzwiami i głośne rozmowy. Tak przemęczyłam pół nocy. Później albo się wszystko uspokoiło, albo Bambo zasnął bądź , czego też nie wykluczam sama zasnęłam na tyle mocno, że nic mi już nie przeszkadzało. Rano jednak, kiedy budzik zadzwonił o 6:30 wstałam połamana i niewyspana. Całe szczęście rozmowy z klientem przebiegły w miłej i nieskomplikowanej atmosferze i o 16:30 wracaliśmy już do Gdańska z powrotem. Padał śnieg z deszczem i za oknem było paskudnie. Bambo tym razem zasnął od razu i spał aż do samego domu. Był bardzo grzeczny. Ani razu nie zwymiotował. W trakcie jazdy siedzieliśmy w kurtkach zapięci po szyje, by móc utrzymać temperaturę na tyle niską by Bambuś mógł czuć się komfortowo. A co najistotniejsze puścił tylko dwa razy bąka, Byłam naprawdę z niego dumna.

marca 01

Dziś byliśmy na spacerze z moim bratem i jego rodzinką. Patrycja była podekscytowana prowadzeniem Bamba na smyczy. W pewnym momencie weszliśmy na plażę w nadziei, że słońce zrównoważy nieprzyjemny chłód wiejącego dość silnie wiatru i spuściłam Bamba ze smyczy. W pogoni za rzuconym patykiem Bambo wskoczył w wydmy i chcąc się z nich wydostać zupełnie nie myśląc próbował przeskoczyć przez gęsty, niski żywopłot. I stało się to czego mój mały głupol nie był wstanie przewidzieć - zawiesił się  na żywopłocie machając przednimi łapkami z jednej strony a tylnymi z drugiej strony zywopłotu i próbując jakoś z niego zejść. Aż trudno sobie wyobrazić jaki to był śmieszny a zarazem smutny widok. Był tak zdziwony tym co się stało. Widać było wyraźnie, że sytuacja nie tyle go zaskoczyła co go po prostu przerosła. Całkowicie bezradny pies wiszący na szerokim 40 centymetrowym krzaku. Przyszła mi od razu taka myśl do głowy, że gdyby się zgubił to jego szanse na przezycie bez pomocy człowieka byłyby równe zeru.