Dziennik - kwiecień, 2009

kwietnia 29

Do dzisiaj chodziłam z Bambem na zakupy wyłącznie do sklepów, w których Bambo był mile widziany. W związku z tym stale zaopatrywalismy się w dwóch sklepikach i w zaprzyjaźnionej aptece. Dziś po raz pierwszy zmuszona byłam skorzystać z innej apteki i przywiazałam Bamba przed wejściem. Sytuacja mogła być traumatyczna, więc co chwilę przerywałam rozmowę z farmaceutką i biegłam do drzwi by zobaczyć co robi Bambo i co najważniejsze, czy ktoś go nie próbuje ukraść. Za każdym razem Bambo stał w tym samym miejscu, w którym go zostawiłam, nieruchomo wpatrzony w drzwi. Kiedy wyszłam był całkowicie spokojny, tak jakby zawsze zostawał sam przed sklepami. Pochwaliłam go kilkakrotnie i ucałowałam w czubek głowy. Tym drobiazgiem po raz kolejny udowodnił, że jest wart każdej poświęconej mu chwili.

kwietnia 28

Dziś po raz kolejny się przekonałam, że jeśli tylko dobrze znamy swego psa to wiemy co chce nam powiedzieć. Jesteśmy w stanie zrozumieć mowę jego ciała. Podczas wieczornego spaceru Bambo nie był specjalnie zainteresowany załatwianiem się. Zrobił parę sików ale ani razu nie przymierzył się do kupy. Szukał dzików i jeży, które w ostatnim czasie masowo przemierzają nasze trawniki i chodniki. Zrobiliśmy małą  dziesięciominutową rundkę i wrócilismy do domu. Nie dziwił mnie brak kupy, bo wieczorem często jej nie robi. Po powrocie Bambo dostał swoje leki i przemyłam mu oczy naparem ze świetlika. Potem zajęłam sie sobą. Po kilku minutach zorientowałam się, że Bambo stoi w korytarzu i bacznie mnie obserwuje. Powinien juz dawno chrapać na naszym łóżeczku. Zdziwiłam się trochę i zaczęłam się zastanawiać na co on czeka. Leki były, oczy były, czyżby na mycie łap? Niemożliwe! Podeszłam do niego a on zachował się tak, jak zwykle zachowuje się kiedy wychodzimy na spacer. Skoczył na mnie z radosną miną i ruszył ku zewnętrznym drzwiom. Bardzo się zdziwiłam. Zapytałam go czy chce iść na spacer ? Przecież dopiero co wróciliśmy! Chcesz kupę? Nie żartuj! Dopiero co pomalowałam paznokcie! Cholera! On na te wszystkie moje utyskiwania reagował żywo i cieszył się najwyraźniej, że go zrozumiałam. Znalazłam jakieś klapki i nie nakładając kurtki zeszłam z nim ponownie na dwór. W ciagu pięciu minut zrobił kupę. Zaraz po powrocie jak każdego wieczoru wskoczył na tapczan i zasnął. Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy, lecz była kolejnym dowodem, że z Bambem rozumiemy się, jak  to się mówi, bez słów :)

kwietnia 22

To było bardzo rzygające popołudnie. Właściwie wszystko zaczęło się już rano. Na schodach zwrócił ślinę z odrobiną pozostałości po wczorajszym obiedzie. W kieszeni miałam papierowe chusteczki, którymi udało mi się jako tako wyczyścić podłogę. Po powrocie z pracy, kiedy wychodziliśmy na popołudniowy spacer zwymiotował w windzie - ok. 10 granulek ze śniadanka. Na całe szczęście byłam jedynym świadkiem tego zajścia i kiedy winda zatrzymała się na parterze ukradkiem zepchnęłam wszystko butem w szczelinę między podłogą windy a parteru. Aż mi wstyd, ale nie miałam przy sobie żadnych ściereczek a w pobliżu nie było żadnych reklamówek. Zawsze jest ich pełno a dziś kiedy by się przydały nie było ani jednej gazetki. Przy wejściu do lasu spotkaliśmy nieznajomą suczkę i Bambo tak się ucieszył z tego spotkania, że zwymiotował. Potem wymiotował już co kilkadziesiąt metrów a w pewnym momencie się zakrztusił i nie mógł złapać oddechu. Naprawdę się wystraszyłam. Zastanawiałam się już, czy nie chwycić go za tylne łapy i nie potrząsać głową w dół kiedy chwycił oddech. Najedliśmy się strachu. Uspokoił się na chwilkę, ale po kilkunastu metrach zapomniał widocznie o tym przykrym incydencie, bo zaczął ponownie dokazywać ciągnąc mnie za nogawki spodni i podgryzając dłonie w podskokach. To cały mój mały urwis. Lato nie sprzyja naszej chorobie, ale jakoś trzeba będzie przez nie przebrnąć. Byle do zimy!

kwietnia 21

Bambo w lesie nadgryzł kupę. Nie zdążyłam dobiec by go powstrzymać. Fuuuuuuuu…..bleeeeee :(

Żadnych buzi przez tydzień a może nawet dłużej.

kwietnia 17

Wróciliśmy dziś ze służbowej podróży z Komorza. Bambo spisał się na medal. Naprawdę świetnie się sprawuje na delegacjach. Nigdy bym tego nie odkryła, gdyby nie fakt, że z Rzygusiem nikt nie chciał zostawać. I nie miałam wyboru. Koleżanka zarezerwowała nam nocleg w Hotelu Hopferówka w Połczynie Zdroju, na terenie starego parku i sanatarium Gryfu. Mieliśmy ładny malutki pokoik z widokiem na parkowy starodrzew i mnóstwo miejsca do spacerowania.  Bambo grzecznie zostawał w hotelowym pokoju, kiedy musiałam popracować.  A w nocy usadowił się w nogach i mimo, że łózko do najszerszych nie należało, wyspaliśmy się oboje.

kwietnia 14

W Wielką Sobotę pojechaliśmy do mamy w godzinach popołudniowych. Bambo był zachwycony dwoma maminymi psami. Jagterrierka Kora po sterylizacji cały wieczór spędziła śpiąc na sofie a stara znajda Rambo siedział obok mamy zestresowany obecnością Bamba. Wieczór był pełen szczekania, warczenia i innych pogróżek oraz hałaśliwych zaczepek Bamba, który nie mógł zrozumieć, dlaczego Rambo nie chce się z nim bawić. Momentami było tak głośno, że mama zapytała nieśmiało, czy nie mogłabym zamknąć Bamba , w którymś z pokoi na piętrze, bo jej Rambuś jest zestresowany. Ale my przyjechaliśmy w gości na święta,  więc zamykania Bamba w odosobnieniu nie brałam pod uwagę, tym bardziej, że wyglądał na szczęśliwego. W pewnym momencie tak się rozbawił, że w pełnym pędzie zrobił dwa kółka po salonie wpadając na sekundę między psy leżące na sofie, gdzie na oparciu robił fikołka i migiem zeskakiwał na podłogę by powtórzyć tę czynność jeszcze dwa razy  w takim tempie, że Kora nie zdążyła nawet zauważyć a Rambo zawarczeć. I w tym hałasie dotrwaliśmy do następnego dnia, kiedy to starego Rambo przestała denerować obecność Bamba i nie poszczekiwał już za każdym razem kiedy Bambo podchodził go powąchać a i Bambo nie był już nim tak zachwycony. Bamba pobudzenie tłumaczyłam sobie również faktem, że spędził święta na głodniaka, gdyż pierwszy posiłek od soboty od rana dostał dopiero po powrocie do domu,tj. w niedzielę po 20:00. W ten sposób ograniczyliśmy wymioty do siedmu zwrotów śliny.

kwietnia 09

Dziki…to ulubione zwierzęta mojego Bambisia.  Jest ich w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym zatrzęsienie. Wypuszczają się w poszukiwaniu jedzenia pod same budynki i często je spotykamy podczas wieczornych zimowych spacerów kiedy dewastują trawniki. Bambo jest nimi tak podniecony, że zapomina o sikaniu. Ma niesamowity węch, co dziwne u pieska tej rasy, i zawsze wiem kiedy w pobliżu są dziki, nawet kiedy ich nie widzę. Często nocą budziło mnie niespokojne bieganie Bamba z pokoju do pokoju wzdłuż okien. Kiedy wstawałam, żeby go uspokoić, sprawdzałam przyczynę jego niepokoju. Zawsze była taka sama. Stado dzików przechodzące pod  oknami. Kiedy wychodzimy na wieczorny spacer Bambo ciągnie niespokojnie w stronę miejsc, w których dziki przechodziły i kiedy pozwalam mu na to i biernie podążam za nim, nie zdarzyło się jeszcze, by nie doprowadził mnie do dzików. Za każdym razem się zastanawiam, co by było, gdyby nie był przeze mnie stopowany na smyczy. Mam wrażenie, że głupol pobiegłby prosto pod kły odyńca. W ogóle się ich nie boi. Za to ja bardzo J

kwietnia 07

Tresura nic ale to nic nam nie wychodzi. Bambo ma w nosie moje czekoladki. Zadziwia mnie tym, bo jest bardzo łakomym pieskiem. Jednak w lesie staję się jego rywalem do wszystkich napotkanych patyków. Jest tak pochłonięty chęcią zwycięstwa, że nie może  skupić nawet sekundy uwagi na tym co do niego mówię nie wspominając już o wymaganiach. W lesie jest tak podniecony, że kiedy tylko przystaję leci do mnie i sprawdza czy przypadkiem w pobliżu nie znajduje się jakiś patyk, po który chciałabym sięgnąć.  Cały 40 minutowy spacer biega z patykiem w pysku. Przerwy robi tylko na wymioty, ale kiedy się zbliżam, nawet w trakcie zwrotów chwyta patyk i w nogi. Bez patyków tresura nie jest nam potrzebna, bo Bambo przychodzi zawsze na zawołanie i bez przekupowania go czymkolwiek. Nie mam z nim w tym względzie większych problemów. Jednak kiedy ma w pysku patyk, czy szyszkę nie mam szans na przywołanie go do siebie. Łapię z nim oczywiście kontakt wzrokowy, ale na tym się kończy. Bacznie mnie obserwuje i kiedy się do niego zbliżam w odległości około metra od niego daje nogę. Próbowałam dziś, po tym jak nie reagował na przywołanie, odwrócić się i pójść w przeciwną stronę. W ogóle się tym nie przejmował. Zawracał natychmiast, ale utrzymywał taki dystans między nami, który dawał mu przewagę w razie, gdybym zechciała zabrać mu kij. Trzeba przyznać, że bardzo się pilnuje, aby nie stracić mnie z oczu. Jedynym rozwiązaniem na przywołanie go do siebie w momencie kiedy ma kij w zębach jest znalezienie innego i pokazanie mu. Natychmiast zostawia swój i przybiega do mnie chcąc mi go odebrać. Wtedy mogę go dotknąć. Nie zniechęcam się jednak. Początki często bywają trudne :)

kwietnia 05

Priorytetem do tej pory było utrzymanie Bamba przy życiu, więc tym samym jego wychowanie zostało puszczone samopas, niestety. Jest pierwszym pieskiem w moim domu, który domaga się wszystkiego szczekiem i podgryzaniem. Postanowiłam coś z tym zrobić już jakiś czas temu, ale przemyśliwałam dotychczas jakich użyć sposobów szkolenia, by dało to zamierzony efekt  i nie kończyło się zwiększeniem nerwowości czy też zwiększonej ilości wymiotów. W środę kupiłam psie czekoladki, które w miarę szybko się rozpuszczają i dość łagodnie przechodzą przez gardło nie powodując natychmiastowego ich zwrotu. Nie to, żeby nie wracały nigdy :) , nie, nie. Wracają, ale nie za każdym razem. A jednak czymś psa należy motywować. Bez nagradzania nie bardzo nam wychodziło wyplewienie wszystkich złych nawyków, które powstały przez ostatni rok. Bambo uwielbia nosić patyki, lecz nigdy ich nie przynosi do mnie, bym mogła mu je rzucić. Uwielbia za nimi ganiać, ale nie chce ich oddawać. Uważa, że najlepsza zabawa polega na uciekaniu przede mną. Kiedy go nie gonię podchodzi do mnie od tyłu i puka w łydkę patykiem niesionym w pysku, ale kiedy tylko się nachylam by patyczek wyjąć mu z pyska ucieka co sił w nogi na jakieś trzy metry po czym się zatrzymuje zachęcając mnie do gonitwy. Dziś postanowiłam, że więcej go gonić nie będę. Wyciągałam czekoladkę przywołując go do siebie. Nie skutkowało tak jakbym chciała. Albo nie reagował albo zostawiał patyk daleko ode mnie i przybiegał po czekoladkę. Dziś więc skupiliśmy się wyłącznie na przywołaniu Bamba do nogi i kiedy podbiegał, na hasło “siad” siadał i otrzymywał w nagrodę czekoladkę. Nie udało się jednak utrzymać go w siadzie dłużej niż do momentu wchłonięcia czekoladki, po czym natychmiast zrywał się i biegiem ruszał do pozostawionego patyka w obawie pewnie, ze będę chciała go uprzedzić. Bambo jest już dużym pieskiem i wiele czasu upłynie zanim uda się go ułożyć w stopniu zadawalającym, po tak długim okresie pozwalania mu na wszystko. Chcę aby cały proces nauki był dla niego po prostu zabawą. Kiedy czuję, że się zaczynam denerwować, kiedy nauka przestaje przebiegać tak jak to sobie zaplanowałam wcześniej przerywam ją na jakiś czas. Dziś udało nam się poćwiczyć z piętnaście minut. Później poczułam, że tracę cierpliwość, bo Bambo wyraźnie bawił się w inną grę niż ja  ;)  Skorzystaliśmy więc, że mijał nas Max i już w towarzystwie setera dokończyliśmy nasz spacer po lesie.

Teraz siedzę sobie na łóżku w sypialni, a obok leży chrapiący i co jakiś czas łypiący na mnie okiem Bambo.

A właśnie, przypomniało mi się, że wymiotowanie ma jednak pewne zalety. Zaczynają się ciepłe dni i coraz więcej spacerowiczów pojawja się w lesie a wraz z nimi zwiększa się ilość ludzkich odchodów :( . Bambo wyczuwa je z kilkuset metrów. Biegnie wtedy jak pies, który zwietrzył zwierzynę a ja za nim nie nadążam, choć już wiem o co chodzi. Kiedy go dopadam łyka w pośpiechu resztki. Krzyczę fe, fe Bambo, ale on ma to w głębokim poważaniu. Próbuję go dopaść, ale on ucieka. I cieszę się, bo zaraz z wysiłku zwraca. I to jest jedyny moment kiedy raduję się z jego choroby. O buzi jednak można zapomnieć na najbliższe kilka dni.