Dziennik - maj, 2009

maja 29

Wydaje mi się, że minimalnie mniej sierści gubi Bambo dzięki Gammolenowi. Jeśli to okaże się prawdą to będzie sukces, gdyż linienie Bamba przypominało do tej pory zrzucanie skóry przez węża. A wczoraj, kiedy wspólnie oglądaliśmy TV, nie wygłaskałam mu garści włosów, jak to bywało do tej pory.

maja 25

Na weekend przyjechał Kamil i pokazał mi jak tworzyć tu galerię zdjęć. Jeśli udało mi się zapamietać, to będę mogła częściej umieszczać Bamba zdjęcia. Na razie doszedł nowy folder  w Galerii -V’09. Są to zdjęcia z pierwszych dni maja. Widać już na nich wyraźnie, że Bambo to dorosły piesek.

Wczoraj, po raz pierwszy w tym roku, mimo śródków prewencyjnych, Bambo przyniósł z lasu kleszcza. Udało się go na szczęście w całości wykręcić i nie pozostał po nim żaden ślad. Być może za kilka dni sam by wypadł, przynajmniej mam taką nadzieję, pod wpływem Sabunolu, ale wolałam nie ryzykować i nie czekać. Nigdy nie wiadomo co w takim paskudztwie “siedzi”.

maja 18

Ale dziś lało. Normalnie biała ściana deszczu. I to akurat kiedy wróciłam z pracy a Bambowi chciało się siusiu. Wzięłam parosol i poszliśmy. Był tak zdziwiony, kiedy w ciagu minuty zrobił się całkowicie mokry, że w po pierwszym siusiu zaprotestował, zaparł sie nogami i nie chciał zrobić kroku dalej. Stanęłam nad nim z parasolem i namawiałam do dalszego spaceru. Udało mi sie go nieco namówić a potem trochę go zmusiłam pociągając smyczą za sobą. Byle do lasy-pomyślałam. Tam zawsze dużo słabiej pada. Korona z liści tworzy jakby naturalną osłonę od deszczu. I faktycznie w lesie padało znacznie mniej, tak, że nawet Bambo rozluźnił sie i wielokrotnie załatwił. Kiedy wracaliśmy deszcz stawał się słabszy, jednak padało jeszcze jakąś godzinkę. Po powrocie musiałam Bamba wysuszyć ręcznikiem a później suszarką. Podczas tych zabiegów był bardzo grzeczny a po nich szalał jak wariat.

maja 15

Właściwie nie ma dnia, abym nie musiała wyjaśniać komuś, że Bambo nie warczy, nie jest zły i nie chce nikogo zaatakować. Odgłosy, które wydaje, typu chrumkanie, chrząkanie, odkrztuszanie są interpretowane nie tylko przez psy jako oznaka agresji. Powiedziałabym nawet, że częściej niż psy to ludzie obawiają się mojego słodkiego Bambusia. Są osoby, które systematycznie zadają te same pytania: ” On chyba mnie nie lubi” Pytam”Dlaczego?” “Widzę, że jest zły” - odpowiada kolejna w tym dniu pasażerka windy. “Nie, on nie jest zły. On tylko tak głośno oddycha. Wszystkie psy z tak krótką kufą - tu szybko dodaję dla nie zorientowanych -  z krótkim pyszczkiem tak głośno oddychają. On na pewno z wielką przyjemnością by sie z Panią pobawił”. W tym miejscu się uśmiecham i przyciagam do siebie Bamba, by nie miał możliwości wykonania zbyt wielu ruchów w celu uspokojenia towarzystwa. Ale moja rozmówczyni odsuwa sie półkroczkiem do tyłu. Ona wie lepiej. ” Nie, ja widzę, że on na mnie tak patrzy i warczy, na pewno coś mu się nie podoba”. Z tego  typu reakcjami na chrumkanie Bamba spotykam się niemal codziennie. A najśmieszniejsze jest to, że ludzie, którzy tak strasznie się go boją próbują do niego zagadywać, żeby go udobruchać, co powoduje wzrost emocji u Bamba, tym samym głośniejsze chrząkanie i co najzabawniejsze chęć przytulenia się do tego, kto do niego tak czule mówi. Wtedy w oczach niektórych widzę prawdziwą panikę. I znów zaczynam go tłumaczyć.”Jeśli nie chce pani, aby pies do pani podchodził proszę przestać do niego mówić. On myśli, że zachęca go pani do zabawy”.

maja 14

Znów pożarł w lesie wielką kupę!!!! I na domiar złego jak na złość nie chciał jej zwymiotować. Biegłam z nim szybkim truchtem, goniłam, rzucałam patyki, pozwalałam wcinać liście z drzew i wszystko to w nadziei, że jak zwykle zwymiotuje. Ale tak się nie stało. Kilkakrotnie przystawał i w locie wciągał z powrotem to co próbowało wyjść. Widocznie było zbyt smaczne, by pozwolić sobie na wymioty. Byłam zrozpaczona. Bleee! Co za straszna i niezrozumiała dla mnie potrzeba!  Nie było całusów ani zasypiania morda w mordę :) W nocy dwukrotnie zsuwałam jego głowę z mojej poduszki mamrocząc sennie : “wynocha kupojadzie - dziś śpisz w nogach “. Poza zdziwieniem żadnej skruchy się nie doczekałam.

maja 11

Najlepsze oleje lniane tłoczone na zimno kupowane w ciemnych szklanych butelkach i wspaniałe oliwy z oliwek, na które ze względu na cenę nigdy bym nie spojrzała by wzbogacić sobie nimi smak sałatek nie przyniosły spodziewanego efektu. Minęło juz ponad pół roku odkąd za poradą swego weta obficie polewałam Bamba karmę a sierść jak garściami wychodziła tak wychodzi nadal. Jest piękna i lśniąca ale na tym koniec. W zeszłym tygodniu zamówiłam Gammolen w dużych ilościach i w nim pokładam nadzieję na zatrzymanie wiecznego linienia. Wiem, że szanse są nikłe, gdyż utrata sierści spowodowana jest najprawdopodobniej lekami, które Bambuś zażywa na co dzień, ale spróbować nie zaszkodzi, prawda? Z drugiej strony to dziwne, że włosy wypadają garściami a on stale ma ich pełno i nigdzie nie widać łysinki. Widocznie odrastają w takim samym błyskawicznym tempie jak wypadają :) Innego wytłumaczenia nie ma.

maja 09

Byliśmy dziś na długim spacerze nad  morzem. Nie nad samym brzegiem, bo od 1 kwietnia jest zakaz chodzenia z psami po plaży i tak będzie aż do 30 października, ale spacerowaliśmy leśną alejką i deptakiem wzdłuż wydm. Nie było gorąco a rzekłabym nawet, że pod koniec spaceru zrobiło się chłodno. Bambo podskakiwał wesoło i zwymiotował tylko dwa razy. Kiedy doszliśmy do Brzeźna zatrzymaliśmy się na chwilkę w nadmorskim barze na piwko. Bambo wyszukiwał pod stolikami przysmaków i był bardzo rozczarowany, że wybrałam taki, w pobliżu którego nie leżała ani jedna fryteczka.

Zabezpieczyłam też dziś Bamba przeciwko kleszczom Sabunolem (bardzo skuteczny środek, który wypróbowałam wielokrotnie na ostatnich psach Kamila - dwóch suczkach husky), ponieważ zaczął się już sezon na te bardzo niebezpieczne zwierzątka a właściwie codziennie spacerujemy po liściastym lesie.

maja 05

Znów zaczęły sie poranne wymioty żółcią poprzedzone strasznymi torsjami. Dziś były tak silne, że zwieracze nie wytrzymywały i wymiotując popuszczał bączki. Było mi go tak żal. Siedział ze zwieszoną smutnie głową, a z fałd policzkowych zwisała ślina z gorzką żółcią. Umyłam mu pysio i namawiałam by się napił, ale nie miał ochoty. Nie zabrał się też do śniadanka jak to zwykł był robić zaraz po powrocie ze spaceru. Takie sytuacje zaczęły sie jakieś 2 tygodnie temu i powtarzają się co 2-3 dzień nad ranem. Nie wiem co jest tego przyczyną. Nie zmieniłam ani karmy ani leków. Mogę to zrzucić wyłącznie na porę roku i fakt, że teraz dużo więcej wymiotuje podczas spacerów-bywa, że i 10 razy w ciągu 40 minut. Może podrażnia się w ten sposób woreczek żółciowy i stymuluje go to do wzmożonej produkcji żółci, która nocą Bamba zalewa. Nic innego nie przychodzi mi do głowy. Tak samo było w zeszłym roku i Bambo przeżył, mam więc nadzieję, że damy sobie radę i teraz. Na pewno  zgubił troszkę na wadze. Jednak nie na tyle, by się zaczynać tym martwić już teraz.

maja 03

Wróciliśmy właśnie od mamy. Bambo na przemian szalał to odpoczywał, przypominając rozjechaną w trawie żabę. Spenetrował cały brzeg stawu i gdzieś w szuwarach odnalazł kocią kupę, w której z lubością się wytarzał. Po powrocie do domu musiałam go wykąpać, bo śmierdział niemiłosiernie i znów wyglądał jak dawniej. Całe szczęście, że on uwielbia kąpać się pod prysznicem, bo zapach był tak uciążliwy, że musiałam go namydlać wielokrotnie i zużyłam w tym celu jedną trzecią butelki szamponu. Póki był mokry zapaszek leciutki jeszcze czułam, ale kiedy wysechł pachniał tak pięknie, że aż się chciało w niego wtulić.