Jest źle. Kiedy tylko mija działanie leków Bambo sapie i chrząka głośno uskarżając się na ból. Ból musi być naprawdę duży bo ani po operacji żołądka ani po kastracji nie okazywał go w takim stopniu. Przyjmuje tak specyficzna postawę, że zrobiłam mu dziś zdjęcie aby pokazać weterynarzowi. Dziś zamiast pod skórę zastrzyk zrobiłam domięśniowo i przez tą moją pomyłkę biedaczek cierpiał pół godziny dłużej zanim lek dostał się do krwiobiegu. Ale wiercił się i tak jakoś wyszło. Całe szczęście jutro znów jedziemy do weta. Mam nadzieję jednak, że ta nowa choroba Bamba minie tak szybko jak przyszła. Bo w innym przypadku będę musiała zrezygnować z wyjazdu do Hiszpanii, bo już z rzygającym psem, którego trzeba nosić i codziennie robić mu zastrzyki nikt nie zechce zostać. Jedyna nadzieja w Kamilu, że nie wyjedzie i zajmie się przez 6 dni Bambem.
Dziennik - czerwiec, 2009
Choć trudno w to uwierzyć, ale Bambo ma ostre objawy ze strony kręgosłupa. Diagnoza: Discospondylitis Th -I. Ból musiał być straszny, gdyż od 19:00 do 2 nad ranem pies charczał, dyszał i stał w kącie z nisko zwieszoną głową. Stracił apetyt. A o 16:00 dzisiejszego popołudnia podwinął łapy pod siebie, położył głowę na podłodze a tylne łapy pozostawił w pozycji stojącej wyprostowanej. I w takiej pozycji przestał, czy też przeleżał, bo trudno znaleźć określenie na tę pozycję, gdy tył stoi a przód leży, około godziny. Pech straszny, że samochód mam od kilku dni w naprawie, więc aby pojechać do naszego weta musiałam prosić bratową o pomoc w transporcie, gdyż w jedną stronę to 37 km i na dodatek w strasznych zapowiadających weekend korkach. Przyjechała bez słowa, choć sam dojazd do mnie zabrał jej godzinę, za co jestem jej naprawdę wdzięczna. Taksówka kosztowałaby mnie majątek. Sam fakt, że Bamba obejrzał fachowiec mocno mnie uspokoił, bo znów trudno było mi powstrzymać łzy. Bambo został szczegółowo przebadany. Ma głębokie czucie we wszystkich łapach, więc nie ma chyba ucisku na rdzeń kręgowy. Dostał metacam i cocarboksylasum w zastrzyku. Będę je powtarzać przez weekend, a w poniedziałek ponowna wizyta. Bambo ma nie wchodzić ani schodzić nawet z pojedynczych schodów. Spacery tylko po płaskim i do tego miękkim podłożu bardzo krótkie. A w domu ma nie chodzic po śliskim, choć nie da się tego zrobić, bo mam parkiet i panele i nawet obłożenie całej powierzchni kocami nic nie da, bo będzie i tak się ślizgał. Muszę pilnować aby nie wskakiwał na fotele i łóżko i oczywiście jak już na nich będzie, aby nie zeskakiwał. Sprawa nie jest taka prosta, bo kiedy przed zastrzykami trzeba było go wnosić, bo już od kilku dni nie chciał sam wskakiwać, tylko prosił by go podsadzać, tak zastrzyk go na tyle znieczulił, że wskakuje i zeskakuje i nie mogę nadążyć aby go powstrzymać za każdym razem kiedy tylko tego spróbuje. Muszę stale przy nim być, a kiedy wychodzę do innego pomieszczenia powinnam chyba zabierać go ze sobą aby mieć na niego oko. Mam też podnosząc go nie podtrzymywać tyłeczka a chwytać w taki sposób by łapy tylne swobodnie zwisały.
Jest mi tak smutno
Brat powiedział dziś bratowej, w żartach oczywiście, że chyba pomysł bym ja pojechała wybrać mu szczeniaczka nie jest najlepszym pomysłem. I coś w tym jest!
Kupiłam Rumen Tabs i od 5 dni Bambo zjada po 3 tableteczki. Na razie nie widać żadnej różnicy. W lesie nadal muszę być czujna i szybsza od Bamba w drodze do…kupy
Brat postanowił nabyć szczeniaczka rhodesiana - sunię. Musiałam mu obiecać, że kiedy będą wyjeżdżać będę zajmować się ich pieskiem. Oby nie skończyło się jak wiele lat temu. Kupili sobie szczeniaczka dalmatyńczyka - Kaję i bratowa trafiła do szpitala a brat wyjechać musiał w delegację. Wstępnie, przywożąc go do mnie, na tydzień, po czym co tydzień przedłużał o kolejny aż minął miesiąc. Nie byłoby problemu gdyby nie fakt, że sunia sikała gdzie popadnie a ja miałam wtedy wykładzinę dywanową z dłuższym włosem na całej podłodze. Szczęśliwa nie byłam, za to oni jak najbardziej. Przywieźli sikającą Kaję a odebrali taką, która już 5 godzin potrafiła wytrzymać w domu i czekała z siusianiem na kolejny spacer.
Dziś Bambo skończył 2 latka. Sto lat! A przynajmniej jeszcze kilku takich rocznic. Muszę przyznać, że kiedy zaczął chorować nikt nie wierzył, że będzie obchodził swoje drugie urodziny i to jeszcze w takiej formie. Ja również. A on przechytrzył los i pochrapuje obok wtulony w moją nogę. W prezencie dostał piękny duży czyścik do zębów, mimo, iż podczas oczyszczania ząbków dwukrotnie zwymiotował. Ale radochy miał co nie miara. Poza rozmoczonymi granulkami przez cały rok nic nie dostaje i taki dzień jak dzisiejszy naprawdę mu się należał. Oprócz patyków w lesie nie ma niczego, co mógłby sobie poogryzać. A gryźć i rzuć to on uwielbia.
Wczoraj byliśmy w Obrzynowie. Na szczęście nie padało i Bambo spędził cały dzień na dworze. Szalał, skakał i drażnił swym widokiem i młodzieńczym zapałem starego Ramba. Kiedy wydawało się, że zadyszy się z powodu słońca i stałego szaleństwa wpadł na pomysł by położyć się w strumieniu. Rozpłaszczył się jak żaba pod prąd i chłodząc sobie brzuch i zadek uzupełniał płyny łykając spadającą mu na głowę wodę. Żałowałam, że zapomniałam aparatu i nie mogłam zrobić mu tam zdjęć. Znów wyglądał jak najszczęśliwszy pies na świecie mimo, że zabawa odchodziła całkowicie na czczo. Dzięki temu jednak nie musiałam sprzątać jego zwrotów zakładając, że ślina wyparuje sama z trawnika. Po powrocie o 22:00 dostał większą porcję, po czym zasnął snem kamiennym i spał tak do rana. Jest tak zmęczony po wczorajszych wariactwach, że poza przerwami na posiłki i spacery przesypia dzisiejszy dzień.
Wróciliśmy ze spaceru w lesie. Bambo padł. Rozkraczył się jak żaba i ledwo dycha
. Przeszedł sam siebie. Nie odpuścił żadnemu studentowi. Mieszkamy koło AWF-u i w lesie biega mnóstwo sportowców. Bambo zawsze lubił pobiec za biegnącym, bo jest pieskiem towarzyskim i wydaje mu się, że wszyscy po to przychodzą do lasu by się z nim bawić. Wystarczyło jednak bym kilka razy go zawołała i wracał do mnie bez większego ociągania. Jednak dziś po prostu zwariował. Biegaczy było sporo i to biegnących ostrym sprintem a Bambo biegał za nimi. Na wołanie nie reagował. Znikał mi z oczu na pierwszych zakrętach i dopiero po minucie, dwóch pojawiał się zadyszany by zaraz ruszyć za kolejną osobą, która właśnie pędem mnie mijała. Kiedy zmęczył się na tyle, że nie mógł już iść wrócił do mnie i rozkraczył się na leśnej ściółce charcząc okrutnie. Poczekałam kilka minut aby zebrał siły i z kilkoma przystankami na chłodzenie “jajek” udało nam się dotrzeć do domu. Dostał jeść i teraz zmęczony, ale szczęśliwy śpi koło mnie od czasu do czasu łypiąc okiem na to co robię.
Z okazji dnia dziecka pojechaliśmy do babci Basi do Obrzynowa. Bambo uwielbia tam jeździć. Szaleje po sztucznej rzeczce biegając to pod prąd strumienia to znów z prądem. Przez pierwsze dwie godziny skacze jak zając uśmiechnięty od ucha do ucha. Później tempo gwałtownie spada i fikołki zastępuje tak głośnym sapaniem i charczeniem, że mamy Znajda strasznie się denerwuje i stale na Bamba szczeka. Śmieliśmy się, że wydaje mu się, że Bambo go przedrzeźnia
. W każdym razie przechodzi katusze kiedy pojawiamy się w jego domku i na jego ziemi. Jest już stary a Bambowa energia strasznie go drażni. Pomimo, iż jest wielokrotnie większy od Bamba i naprawdę groźnie wygląda, kiedy rzuca się na niego by go zniechęcić do zabawy, Bambo zupełnie nic sobie z tego nie robi. Wczoraj, kiedy ten odwrócił się od Bamba, udając, że go nie dostrzega, Bambo wskoczył na fotel a potem wprost na leżącego obok Ramba, na którym rozkraczył się jak żaba. Mamy pupilek tak się wystraszył, że zapomniał za ten wybryk nawet zaszczekać , nie wspominając nawet o wystawieniu kłów. Myślałam, że padnę ze śmiechu. Bambo skoczył na niego po czym, kiedy udało mu się już zebrać ustawił się do niego przodem zadowolony z siebie, szczerze uśmiechnięty i wołający: “No i co? Świetna zabawa, no nie?”. Sporo też wymiotował, ale nie bardzo się przejmowałam tym razem. Pojechaliśmy na czczo aby nie prowokować dodatkowo wymiotów. Po powrocie, około 23:00 wszystko mu wyrównałam. Zmęczony, ale szczęśliwy z pełnym brzuszkiem spał do samego rana i szelki ubierałam mu jeszcze na śpiocha. Zupełnie nie miał ochoty na spacer.