Od wczoraj znów jesteśmy w Siedlcach. Bambo ma ostre zapalenie spojówek. Od wewnętrznych kącików oka wychodzi gruby czerwony fałd skóry. Czasem przysłania oko na pół centymetra a czasem tylko 2 milimentry. Jednakże z pewnością przyczyną jest tarcie oczami po dywanach. W swoim domku nie mamy dywanów a i meble są skórzane więc Bambo, kiedy lekko swędzą go oczka nie ma jak ich pocierać. Odkąd tu jesteśmy, czyli od dwóch miesięcy stale stan oczu się pogarsza a udaje się je trochę podleczyć podczas tygodniowych pobytów w domu. Wielokrotnie przyuważyłam, że trze oczami po dywanie. Kładzie głowę na powierzchni dywanu i nie odrywając jej zasuwa przez całą jego długość. Wyraźnie sprawia mu to przyjemność, gdyż czynność tą powtarza zarówno jednym jak i drugim okiem. W związku z tym wczoraj zwinęłam dywany i w sypialni i w korytarzu. Największy dywan w dużym pokoju pozostał na podłodze, ale zamknęłam do niego drzwi, dziś, kiedy wychodziłam do pracy. Od wczoraj zaczęłam podawać Bambowi dwa razy dziennie oxycort A, poza codzienną pielęgnacją oczu naparem ze świetlika. Wczoraj nawet zrobiłam mu minutowy kompres z naparu ze świetlika - nie dłuższy, gdyż Bambo wiercił się niesamowicie, mimo cmoków w pysio i czułych szeptów do uszka podczas zabiegu ![]()
Dziennik - październik, 2009
Po czyraku, czy czymś temu podobnym prawie nie ma śladu. Bolesność również ustąpiła. A my wyspaliśmy się porządnie w naszym wielkim łożu. Od 2 miesięcy pracuję w Siedlcach k.Warszawy i jeśli chodzi o łóżko, to nie mamy tam takich warunków jak w domku. Bambo nie narzeka, gdyż we wszystkich 3 pokojach są dywany, na których lubi się wylegiwać i wreszcie nie ślizgają mu sie łapy
Co 2 tygodnie wracamy do domu i możemy się nim cieszyć cały tydzień. Tak będzie jeszcze do końca listopada. Ostatnio nawet Bambo znalazł sobie nową rozrywkę - gania mole spożywcze. W mieszkaniu, które wynajęłam jest ich naprawdę sporo. Obrzydlistwo. Nie trzymam poza lodówką żadnych spożywczych produktów, ale w kuchni właściciele pozostawili mnóstwo przypraw, kasz i mąk, w których te brzydkie motylki urządziły sobie raj. Wyjeżdżając poprosiłam właścicielkę, aby podczas mojej nieobecności zabrała wszystkie produkty i pozostawiła kuchnie pustą.
Bambowi zrobił się jakiś ropień przy odbycie. Próbowałam go wycisnąć, ale się nie udało. Bambo był nieszczęśliwy, gdyż dotyk wyraźnie sprawiał mu ból. Z tego powodu zwlekał równiez cały dzień z wypróżnieniem. Po konsultacjach z mamą spsikałam go silnym sterydem i posmarowałam kremem z antybiotykiem, m.in. na gronkowca. Lepszy pewnie byłby oxycort, ale został w Siedlcach. Zobaczymy co będzie jutro.
Wow. Znów nasz Dziennik działa. Super. Byliśmy zmuszeni przenieść się do innego operatora, bo u poprzedniego wyczerpałam pamięć przeznaczoną na notatki i Wasze komentarze i nie było możliwości dokupienia większej. Trochę to trwało, ale przez większość wakacji nie było Kamila a w końcu mój kochany Braciszek zrobił mi miejsce u siebie. W związku z tym będę mogła kontynuować zapiski i uzupełnić Galerię o nowe zdjęcia Bambula.