Dziennik - listopad, 2009

listopada 29

Byliśmy dziś na wspólnym spacerze z Afrą. Ela przyjechała o 15:00 i w czwórkę udaliśmy się do lasu. Niestety po godzinie zrobiło się zupełnie ciemno i trzeba było wracać. Afra podgryzała Bamba a ten złościł się niemiłosiernie. Pewnie znów będzie miał strupki na głowie i na uszach-ślady po zębach i pazurach. Afra ma 6 miesięcy, ale waży już 27 kilo. Muszę pilnować, by nie zrobiła Bambusiowi niechcący krzywdy.

listopada 26

Ostatni dzień w Siedlcach. Wróciłam dziś o 18:00, bo pani Beata zaprosiła mnie na pożegnalny obiad. Szkoda, że nie mieszka w Trójmieście - fajna byłaby z niej koleżanka. W każdym razie korzystając z ostatniego dnia pobytu w Siedlcach i z wanny, z której dobrodziejstw mogłam korzystać przez ostatnie 3 miesiące postanowiłam wykąpać Bamba. W osiedlowym zoologicznym, który odkryłam na jednym z pierwszych spacerów, kupiłam jedyny dostępny szampon ziołowy przeciwpchelny. Co prawda Bambusiowi takowy nie był niezbędny, ale na pewno był lepszy od mojego na puszystość :) Wsadziłam go do wanny i zmoczyłam wodą. Bambo był wniebowzięty. Z radości położył się na dnie wanny i uśmiechając się namawiał bym do niego dołączyła. Trzykrotnie namydlany i obficie spłukany, wytarty i podsuszony wylądował ostatecznie w pościeli, gdzie wieloma fikołkami osuszył się ostatecznie. Pachnące futerko umiliło mi zasypianie.

listopada 20

Jesteśmy już prawie tydzień w Siedlcach i powoli kończy się nasza zsyłka :) W dzień po przyjeździe Bamba powieki znów stały się malinowe, mimo iż dbam o ich higienę tak samo jak wcześniej. Oczywiście spory wpływ na to miała tym razem wizyta u Afry, gdyż pacnęła go kilka razy łapskiem z olbrzymimi pazurami po pysku, powodując w ten sposób podrażnienie jego wypukłych gałek. Jednakże przed wyjazdem oczy wracały już do dawnej formy. W mieszkaniu w Siedlcach jest coś jednak, co absolutnie nie pomaga w utrzymaniu ich w zdrowym stanie. Oboje więc cieszymy się, że 27 już blisko. Bambo jest tak nie wybiegany, tak pełen energii, że kiedy wychodzę z nim na spacer po pracy szarpie mnie za nogawki spodni i łypie okiem, czy podejmę próbę dania mu w skórę. Uwielbia ten moment kiedy groźnie mówię “fee” i nachylam się żeby dać mu klapsa. Puszcza wtedy w ostatniej chwili nogawkę i ze szczerym uśmiechem wielkości od ucha do ucha odskakuje na tak zwaną bezpieczną odległość, by zaraz powrócić znów do tej fantastycznej zakazanej zabawy, przy której traci się mnóstwo energii. Nie znalazłam tu  bowiem miejsca na tyle bezpiecznego by spuścić go ze smyczy i pozwolić na swobodne bieganko.

listopada 18

Po zabawie z Afrą - rhodesianem brata Bambowi pozostało na pamiątkę kilka strupków na uszach i czubku głowy. Sześciomiesięczna sunia tak bardzo denerwowała się, że Bambo ją lekceważy nie zwracając na nią uwagi, że ze złości podryzała go swoimi szczenięcymi ostrymi jak szpilki zębami. I właśnie po tej “zabawie” próbujemy pozbyć się strupków jeszcze do dzisiejszego dnia, a minęło już ich osiem. Poza tym na koniec wizyty tak strasznie się zdenerwowała, że Bambo nie chce oddać jej zabawki, że chwyciła go za skórę na karku i nie chciała puścić mimo interwencji bratowej. Normalny szczękościsk :) Całe szczęście Bambo ma skóry sporo na grzbiecie i nic sobie z tego aktu przemocy nie zrobił. Nawet nie wypuścił zabawki z pyska podczas ataku. A Afra to duża pannica już w tej chwili. Gdy osiągnie dojrzałość może Bambowi zrobić krzywdę w przypływie złości. W końcu to afrykański pies na lwy! :)

listopada 11

Ha! Prawie bez pomocy Kamila udało mi się stworzyć nowy folder ze zdjęciami. I tak w Galerii umieściłam w VIII’09 Bambusiowe zdjęcia z naszych wakacji nad Brdą w Płęśnie i w Obrzynowie. Każdy pewnie tak uważa o swoim psie, więc i ja się nie wyróżnię stwierdzeniem, że Bambuś jest pięknym psem ;)

listopada 10

Jednak nie ma to jak w domu :) Bamba oczka powróciły do stanu pierwotnego. Powieka, jeśli faktycznie to trzecia powieka, ma znów kolor cielisty bez najmniejszych oznak zapalenia. Od dwóch dni powróciliśmy do starych metod mycia oczu, czyli wacik obficie zmoczony naparem ze świetlika. Zgodnie z poradą Agaty zaopatrzę się w gaziki lub waciki bezpyłkowe. Nadmiar ostrożności bowiem nie zaszkodzi. Niestety jednak będziemy musieli jeszcze na dwa tygodnie wrócić do Siedlec, gdzie jestem przekonana, że coś szkodzi jego oczom, bo w dobę po przyjeździe powieka jest żywo czerwona.

W sobotę odwiedziło nas kilka znajomych i wszystkie jednogłośnie stwierdziły, że Bambo jest grubaskiem, co w normalnych okolicznościach powinno każdą matkę zmartwić :P , ale w przypadku rzygaczka sprawiło mi wielką przyjemność utwierdzając w przekonaniu, że udało mi się go, mimo wielu kłód utrzymać w dobrej kondycji i z chudziaczka zrobić tłuścioszka. Oczywiście nie do przesady! Grubaskiem to on jest w porównaniu do innych ras, jak doberman, jamnik. Jednakże w porównaniu z innymi napotykanymi buldogami wygląda na dobrze rozbudowany egzemplarz.

listopada 04

Ponieważ zapalenie spojówek nie znika a w trosce, aby Bambuś nie złapał grzybicy z powodu dłuższego stosowania sterydu, który znajduje się w oxycorcie, postanowiłam zrobić małą przerwę i zastosować coś innego. Kupiłam sól fizjologiczną w jednorazowych ampułkach i świetlik w kroplach. Myślałam, że płukanie oczu odbędzie się bezproblemowo. Jakże się pomyliłam. Pierwsze płukanie solą fizjologiczną udało się całkiem dobrze. Kilka sporych kropel do każdego oka spłukało nieco ropnej wydzieliny. Odczekałam chwilkę i wpuściłam do każdego worka spojówkowego po dwie krople świetlika. Już nie było tak wesoło, ale i to się udało. Jakież było moje zdziwienie, gdy przed snem chciałam powtórzyć zabieg. Bambo zobaczywszy mnie z ampułką w ręce natychmiast zawrócił by ukryć się pod stołem. Miłe nagabywania, czułe słówka na nic się zdały. Podejmowane łagodne próby perswazji również nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Musiałam więc “przysiąść go” by przepłukać oczy i zakropić świetlik. Rano było jeszcze gorzej, więc zrezygnowałam z płukania solą fizjologiczną. Wylewam teraz zawartość ampułki na wacik kosmetyczny służący mi do demakijażu oczu i przecieram powieki z zewnątrz. Później staram się zakropić po 2 krople świetlika. W tym celu muszę go zagonić do narożnika, tak by nie miał specjalnych możliwości odwrotu i przytrzymując głowę nieco na siłę wlewam kropelki do oczka. Nie widzę specjalnej poprawy, ale też nie jest gorzej niż było przy stosowaniu oxycortu A. Na szczęście w piątek znów wracamy na tydzień do Gdańska, gdzie udaje się doprowadzić oczy do dopuszczalnego stanu. Widocznie nie ma tam tyle kurzu co w domu w Siedlcach.